Liturgia




2022-06-25, Sobota, Rok C, II, Wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny
Łk 2, 41-51
Iz 61, 9-11
1 Sm 2, 1. 4-5, 6-7, 8abcd (R.: por. 1a)
Łk 2, 19
Łk 2, 41-51
2022-06-26, Niedziela, Rok C, II, Trzynasta Niedziela zwykła
1 Krl 19, 16b. 19-21
Ps 16 (15), 1b-2a i 5. 7-8. 9-10. 11 (R.: por. 5a)
Ga 5, 1. 13-18
1 Sm 3, 9d; J 6, 68c
Łk 9, 51-62
2022-06-27, Poniedziałek, Rok C, II, Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Cyryla Aleksandryjskiego, biskupa i doktora Kościoła
Am 2, 6-10. 13-16
Ps 50 (49), 16b-17. 18-19. 20-21. 22-23 (R.: por. 22a)
Por. Ps 95 (94), 8a. 7d
Mt 8, 18-22

Wydarzenia


Weigel o lekcjach płynących z polityki św. Jana Pawła II

Wobec wojny na Ukrainie Stolica Apostolska jest zbyt powściągliwa w nazywaniu rzeczy po imieniu. George Weigel mówił o tym na Papieskim Uniwersytecie Angelicum w Rzymie w rocznicę urodzin papieża Polaka. Słynny biograf Jana Pawła II podkreślił, że Watykan może się wiele nauczyć z jego postawy, w kwestii dyplomacji wobec Rosji.

Weigel przypomniał, że Jan Paweł II rozpoczął swój pontyfikat słowami „Nie lękajcie się!'. Zdaniem papieskiego biografa to zdanie można zastosować do dzisiejszej dyplomacji Watykanu wobec Rosji i Chin. „Jan Paweł II miał determinację, by mówić prawdę bez względu na wszystko, by dokładnie opisywać sytuacje i wzywać tyrańskie reżimy do nawrócenia' – podkreślił w rozmowie z agencją CNA. Autor bestsellerowej biografii „Świadek nadziei' zauważył, że słowa z początku pontyfikatu były ucieleśnieniem tej determinacji Wojtyły, by mówić prawdę władzy, tak jak to uczynił w 1979 r. w ONZ i wezwać reżimy komunistyczne do przestrzegania zobowiązań, które podjęły w zakresie praw człowieka, a zwłaszcza wolności religijnej.

Mówiąc o najważniejszych lekcjach płynących z polityki świętego papieża wskazał, że przede wszystkim dotyczą one relacji Watykanu z reżimami autorytarnymi. Odnosząc się do krytyki, jaka spotkała papieża Franciszka za to, że nie potępił publicznie Putina i nie odniósł do łamania praw człowieka w Chinach zauważył, że „ustępstwa wobec reżimów komunistycznych nigdy nie działają'. Weigel mówił też o nieskuteczności Ostpolitik, czyli strategii dyplomatycznej, której orędownikiem był kard. Agostino Casaroli w latach 70-tych XX wieku. Unikała ona publicznego potępienia łamania praw człowieka przez komunizm w imię osiągania porozumień dyplomatycznych. Historyk wskazał, że ta niechęć do wyciągnięcia wniosków z ówczesnych niepowodzeń trwa do dziś. Jak podkreślił doprowadziło to do poważnego obniżenia autorytetu moralnego Watykanu i Kościoła katolickiego na arenie światowej. Weigel zauważył, że Stolica Apostolska ożywiła Ostpolitik w dialogu z rządami Syrii, Wenezueli, Nikaragui, Kuby, Chin, a teraz także Rosji. „Powrót podejścia Casarolego doprowadził ostatnio do poczucia opuszczenia wśród ukraińskich katolików, którzy ubolewają nad chimerycznym charakterem deklarowanych przez dyplomację watykańską zamiarów zajęcia pozycji pośrednika między Ukrainą a Rosją' – powiedział George Weigel. Wskazał, że odejścia od tej polityki domaga się sytuacja w Chinach, czy w krajach Afryki, gdzie rozlewający się dżihadyzm stanowi śmiertelne zagrożenie dla tamtejszych chrześcijan.

 

Beata Zajączkowska /vaticannews / Rzym / ekai.pl


George Weigel: Papież jest sługą tradycji Kościoła, a nie jej panem

Wielu katolików myśli, że papież jest jak premier: zmienia się partia, zmienia się opcja, zmieniają się służby i ich poglądy. Takie spojrzenie to po prostu błąd. Papież jest sługą tradycji Kościoła, a nie jej panem – podkreśla prof. George Weigel, słynny biograf papieski w rozmowie dla portalu niedziela.pl

Z okazji 102. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II ks. Tomasz Podlewski i Izabela Hryciuk przeprowadzili w Rzymie specjalnie dla portalu niedziela.pl wywiad z prof. George`em Weiglem. W rozmowie pytali m.in. o współczesne papiestwo, nauczanie Jana Pawła II, rolę świeckich w Kościele, synod czy wojnę na Ukrainie.

„Wielu katolików myśli, że papież jest jak premier: zmienia się partia, zmienia się opcja, zmieniają się służby i ich poglądy. Takie spojrzenie to po prostu błąd. Papież jest sługą tradycji Kościoła, a nie jej panem' – powiedział prof. Weigel. Zapytany o stosunek wiernych do papieża stwierdził: „Myślę, że katolicy muszą przestać obsesyjnie myśleć o papieżu. Kościół stał się zbyt 'papieżocentryczny'. Wierni wyobrażają sobie, że wszystko, co mówi papież to oficjalne magisterium. A tak nie jest. Nie jest też prawdą, że papież jest jedynym centrum inicjatywy w Kościele'. „Jeśli ludzie są właściwie katechizowani, jeśli są właściwie uczeni wiary, nie powinni szukać papieskiego stanowiska we wszystkich sprawach. Myślę jednak, że w czasach ogromnego zamętu kulturowego obowiązkiem Kościoła – nie tylko papieża – jest jasne przedstawienie katolickiego nauczania w obszarach zagrożonych tym zamętem' – dodał George Weigel.

Zagadnienie stosunku Watykanu do toczącej się wojny na Ukrainie prof. Weigel skomentował w następując sposób: „Jan Paweł II miał całkowitą rację, promując dyplomatyczne rozwiązanie problemu zagrożenia, jakie Saddam Husajn stanowił dla Bliskiego Wschodu i dla porządku światowego. Jeśli chodzi o Watykan i wojnę na Ukrainie, to myślę, że ze strony Stolicy Apostolskiej było zbyt wiele powściągliwości w nazywaniu rzeczy po imieniu'.

Czytaj dalej...

 

ks. mf, ks. Tomasz Podlewski / Częstochowa / ekai.pl


USA: pożegnalny artykuł M. Albright - ''Putin popełnia historyczny błąd''

Zmarła 23 marca w wieku prawie 85 lat Madeleine Albright, amerykańska sekretarz stanu w latach 1997-2001, której m.in. Polska zawdzięcza przyjęcie do NATO w 1999, w przededniu wybuchu wojny na Ukrainie zamieściła 23 lutego swój ostatni swój artykuł – opinię w „New York Timesie'. Tekst ten, zatytułowany „Putin popełnia historyczny błąd' dziennik przytoczył jeszcze raz, równo miesiąc później, już po śmierci jego autorki, jako swego rodzaju jej prorocze przesłanie i testament polityczny, dotyczący tej wojny.

Była szefowa dyplomacji Stanów Zjednoczonych wspomniała, że po raz pierwszy spotkała W. Putina w 2000 r. Był on wówczas prawie nieznanym na świecie politykiem. Ona sama chciała z jednej strony lepiej poznać tego człowieka, o którym było wiadomo tylko tyle, że pochodzi z kręgów KGB, z drugiej zaś chodziło jej o polepszenie stosunków z Rosją, które znacznie ucierpiały z powodu I wojny w Czeczenii (1994-96).

Tak oto opisała swoje wrażenia z tamtego spotkania: „Byłam zdumiona, jak bardzo różni się on od swego poprzednika, pompatycznego Borysa Jelcyna. Podczas gdy Jelcyn przymilał się, wygrażał i pochlebiał, pan Putin mówił tak, jakby był wyzbyty z jakichkolwiek emocji. Nie korzystał z żadnych notatek, ale widać było jego determinację, aby wskrzesić rosyjską gospodarkę i zdławić ostatecznie czeczeńskich rebeliantów. W drodze do domu tak napisałam o nim w notatniku: «Mały i blady, taki zimny. Można by go prawie zaliczyć do gatunku gadów (almost reptilian)»'.

Przechodząc do sytuacji tuż przed wybuchem wojny, 22 lutego br. Albright określiła wypowiedzi Putina jako „szukanie pretekstu do inwazji... W ciągu ostatnich 20 lat, od czasu, kiedy się z nim spotkałam, wziął on kurs na odejście od wszystkich dotychczasowo postępów demokracji w swoim kraju, powracając do stalinowskich klisz. (W tym czasie) skupił on w swoich rękach cały polityczny i i gospodarczy potencjał kraju, podporządkowując sobie lub niszcząc potencjalnych oponentów i próbując odtworzyć rosyjskie panowanie w krajach byłego ZSRR. Tak jak każdy autokrata, uważa on bogactwo kraju za swoje, a każdą opozycję traktuje jako zdradę stanu. Choć wie, że Ameryka śledzi jego cynizm i chciwość, uważa, że «wszyscy kłamią, dlatego nie ma żadnej potrzeby, aby mówić, jak jest naprawdę»'.

Przewidując rychły wybuch wojny, M. Albright niejako proroczo wskazała na klęskę Rosji i że „(Putin) zamiast prowadzić swój kraj do wielkości, doprowadzi do tego, że najazd na Ukrainie okryje go hańbą. Jego kraj zostanie izolowany dyplomatycznie i sparaliżowany ekonomicznie. Stanie się także osamotniony, gdyż kraje zachodnie jeszcze bardziej zjednoczą się w oporze przeciw Rosji... Będzie to zupełnie inna sytuacja niż po aneksji Krymu w 2014 i wojna ta zakończy się dla Rosji klęską taką, jak w Afganistanie w latach 80. XX w.'.

Czytaj dalej...

 

o. jj (KAI Tokio) / Nowy Jork / ekai.pl


Historyk o genezie obecnej wojny na Ukrainie

Jarosław Hrycak, profesor historii ma Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie, znany w Polsce z licznych książek i artykułów, 21 marca na łamach „New York Timesa' wyraził swoje poglądy dotyczące genezy obecnej wojny. Według niego „zasadnicza różnica między Ukraińcami a Rosjanami leży nie w języku, religii czy zwyczajach kulturowych, które są do siebie bardzo podobne, ale w odmiennej tradycji politycznej. Jeśli trudno sobie wyobrazić zwycięską rewolucję demokratyczną w Rosji, to równie nie do pomyślenia jest utworzenie autorytarnego reżymu na Ukrainie' – napisał autor.

Jego zdaniem nieznajomość tych czynników „doprowadziła W. Putina – dobrego taktyka, ale słabego stratega – do popełnienia dalszych poważnych błędów'. Liczył on na to, że Zachód jakoś „przełknie' zajęcie Ukrainy i że jej mieszkańcy będą witać swoich „braci Rosjan kwiatami w Kijowie'. A tak się przecież nie stało, zauważył historyk, dodając do tego „zachodni i polski wątek' w dziejach i kulturze swojego kraju.

Historyczno-geograficzne refleksje profesora nt. Ukrainy mogą kojarzyć się trochę z Polską, gdy pisze on o „położeniu swojego kraju między Rosją a Niemcami, w kontekście zmagań o panowanie nad całym kontynentem'. Pisze on następnie o „powtórkach historycznych', o dwóch wojnach światowych, gdy Ukraina znalazła się w ich centrum. Już w 1904 zwrócił na to uwagę angielski geograf Halford John Mackinder w swoim artykule „The Geographical Pivot of History' (Geograficzna oś historii). Napisał on (zapewne z pewną przesadą), że „każdy, kto będzie kontrolował Europę Wschodnią, będzie kontrolował świat'.

Za sprawą nazistowskiego geopolityka Karla Haushofera idee te pojawiły się później w „Mein Kampf' Adolfa Hitlera. Z kolei Lenin i Stalin, choć nie czytali Mackindera, „postępowali tak, jakby go czytali' – stwierdził Hrycak. Dodał, że podobne współzależności zauważył też legendarny dziennikarz amerykański Edgar Snow (1905-72) pisząc, że „druga wojna światowa była wojną o Ukrainę'.

Czytaj dalej...

 

o. jj (KAI Tokio) / Lwów / ekai.pl


Protestancki teolog: ''Droga synodalna'' to protestantyzacja Kościoła katolickiego

Zdaniem niemieckiego teologa protestanckiego, Friedricha Wilhelma Grafa, podjęta przez Kościół katolicki w tym kraju kontrowersyjna „droga synodalna' doprowadzi do jego „protestantyzacjI'. Emerytowany profesor teologii systematycznej i etyki na Uniwersytecie w Monachium pisze o tym w marcowym numerze „Rotary Magazin'.

Pisząc o drastycznym spadku liczby członków Kościoła, Graf nie postrzega tego zjawiska jako dechrystianizacji, lecz jedynie jako dystansowanie się od Kościoła, ponieważ chrześcijaństwo przejawia się również w muzyce, sztuce i literaturze: „Można słuchać Oratorium na Boże Narodzenie Bacha, nawet jeśli własne dzieci i wielu przyjaciół opuszcza Kościół'.

Mówiąc o tym, że wielu protestantów odchodzi od swojego Kościoła, wynika z obecnej formy ekumenizmu w Niemczech, którą nazywa on „ekumenizmem miękkim', ponieważ polega on zasadniczo na retorycznym zacieraniu lub zaprzeczaniu różnicom między wyznaniami. W ten sposób Kościół protestancki zostałby obarczony współodpowiedzialnością za problemy Kościoła katolickiego. Graf opowiada się natomiast za „ekumenizmem profili', w którym różnice między Kościołami pozostają wyraźne. Członek Bawarskiej Akademii Nauk i Nauk Humanistycznych jest bardzo krytyczny wobec kontrowersyjnej „drogi synodalnej', ponieważ prowadzi ona do „protestantyzacji Kościoła katolickiego'. Graf przewiduje, że ta próba podjęta przez katolików nie doprowadzi do rozwiązania ogromnego kryzysu powołań i wynikającego z niego braku kapłanów.

 

st (KAI) / Monachium / ekai.pl


Zawłaszczanie Bożego Narodzenia zaczęło się w hitlerowskich Niemczech

Opiniotwórcza platforma amerykańska „Conversation' zamieściła 25 grudnia ub.r. obszerny artykuł profesora historii na uniwersytecie stanowym w Georgii – Joe Perry'ego, pt. „Jak naziści wchłonęli Boże Narodzenie' (How the Nazis co-opted Christmas). Lektura tego tekstu skłania do szerszej refleksji nad mechanizmem tworzenia „pogańskich świąt Bożego Narodzenia', co dzieje się także obecnie.

Jak wiadomo, jednym z głównych celów polityki Adolfa Hitlera w III Rzeszy było wyeliminowanie z niej Żydów. Hitlerowcom przeszkadzało więc dotychczasowe postrzeganie Bożego Narodzenia, w którym głównymi bohaterami są członkowie tego narodu. Z drugiej strony nie mogli ot tak, po prostu „znieść' tych świąt, głęboko zakorzenionych w historii i kulturze Niemiec. Początkowo więc dochodziło na tym tle do różnych paradoksów. Perry przypomniał „bożonarodzeniową mowę' Hitlera w 1921 podczas partyjnych obchodów świąt w monachijskiej piwiarni (w której dwa lata później doszło do puczu monachijskiego). Przyszły führer potępiał tam „tych tchórzliwych Żydów' i przysięgał, że nie spocznie, „dopóki nie zostaną oni (zabici) na ziemi'. Po tym przemówieniu wszyscy uczestnicy tamtego spotkania „jakby nigdy nic, zgromadzili się wokół świątecznej choinki i zaczęli śpiewać kolędy, na przemian z hymnami ludowymi' – napisał autor. Również jeszcze na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych nadal łączono tradycje bożonarodzeniowe z propagandą nacjonalistyczną i antysemityzmem. Po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerskiego w 1933 i wejściu totalitaryzmu w życie kraju i jego mieszkańców, ideolodzy narodowego socjalizmu, zwłaszcza z Ministerstwa Propagandy i Oświecenia, zaczęli pracować nad nowa wersją świąt, dramatycznie zmieniając ich sens i tworząc nowe symbole i obrzędy.

„Biorąc pod uwagę sprawowanie przez aparat państwowy pełnej kontroli nad życiem mieszkańców III Rzeszy, nie dziwi fakt, że urzędnicy hitlerowscy za pośrednictwem radia i i prasy osiągali sukcesy w propagowaniu i promowaniu swojej wersji świąt. I tak jak w wielu innych dziedzinach życia jeśli nawet niektórzy Niemcy przeciwstawiali się takiemu «brutalnemu upolitycznieniu» ich ulubionych świąt, to zadecydowana większość społeczeństwa potulnie i bezkrytycznie świętowała je w formie nazistowskiej' – stwierdził profesor. Przy zmianie określenia Bożego Narodzenia sięgnięto do takich obrzędów neopogańskich i nordyckich, jak np. rytuały „przesilenia dnia z nocą' (których data różni się od 24 grudnia tylko o kilka dni). Zapalanie świec na choince świątecznej zaczęto z kolei wiązać z pogańskimi zwyczajami „powrotu światła po najkrótszym dniu w roku'.

Ciekawym aspektem obrzędowości nazistowskiej było nowe ujęcie roli Maryi – Matki Zbawiciela. Według Perry'ego „matki (niemieckie) zaczęto w tym okresie ukazywać jako «kapłanki i protektorki domu i ziemi», których zadaniem jest «przywrócenie ducha niemieckiego w ich rodzinach»'. Zamiast stawiania żłóbka przy choince upiększano ją pogańskim dekoracjami takimi, jak „słońce boga Odyna' oraz pieczono specjalne ciastka w kształcie pętli (symbol płodności). Później stopniowo rezygnowano z zapalania świec przy drzewku, gdyż miało to tworzyć atmosferę „pogańskiej magii', z którą kojarzono opowieści o Gwieździe Betlejemskiej i narodzeniu Pana Jezusa. Powstawały też nowe kolędy, w których nie ma nic o Dzieciątku-Zbawicielu. Zdaniem amerykańskiego historyka, niektóre z tych nowych pieśni, np. „Wyniesiona noc z jasnymi gwiazdami' (Hohe Nacht der klaren Sterne) są jeszcze dziś śpiewane w domach i na różnych uroczystościach w Niemczech.

Inny ciekawy element nazistowskich Niemiec to reakcja duchownych chrześcijańskich na „usuwanie Jezusa' w nowej kulturze tych pogańskich świąt. „Widzimy opór w tym względzie ze strony duchownych protestanckich i katolickich, i to nawet do tego stopnia, że niektórzy z nich zabraniali wiernym udziału w tych «bałwochwalczych obchodach» nawet pod groźbą ekskomuniki, jak to miało miejsce w Düsseldorfie. Jednakże również tu tego rodzaju opór nie był na tyle silny, aby podważyć zamierzenia władz nazistowskich' – podkreślił Perry. Jego artykuł o pogańskiej adaptacji świąt chrześcijańskich sprzyja szerszemu zastanowieniu się nad podobnymi usiłowaniami widocznymi we współczesnym świecie. Obecnie nie dzieje się to co prawda za pomocą brutalnego narzucania nowych zasad i dogmatów, ale – jak pisze autor – „to, co wydaje się banalne, np. zwykła decyzja, czy zaśpiewać bożonarodzeniową kolędę, może oznaczać zarazem akt odwagi i «odstąpienia od» lub – przeciwnie – «popierania» ideologii antychrześcijańskich'.

 

o. jj (KAI Tokio) / Nowy Jork / ekai.pl


USA: senator Rubio przestrzega przed ideologią marksistowską

Chociaż dziś nikt już nie używa zdyskredytowanego w historii słowa „marksizm', to jednak ideologia ta bynajmniej nie umarła i w innej postaci kulturowej może „zniszczyć to wszystko, co czyni Stany Zjednoczone wyjątkowym państwem'. Z takim ostrzeżeniem wystąpił katolicki senator Marco Rubio z Florydy 18 czerwca w Orlando (Floryda) przed ok. 2000 uczestników Koalicji „Wiara i Wolność'.

Według mówcy „marksizm nie umarł, ale nie jest to teraz teoria ekonomiczna a współcześni jego zwolennicy nie chcą być już postrzegani jako «starzy marksiści», dlatego znaleźli oni nowe terminy dla usprawiedliwienia swojej działalności'. Nikt nie jest przecież przeciw „sprawiedliwości' czy „równości', a takimi słowami posługują się oni obecnie – powiedział senator. Wskazał jednocześnie na podstawę marksizmu, która nie zmieniła się i nadal opiera się na „dzieleniu ludzi'. Marksizm nie toleruje też sprzeciwu i używa tych samych klisz, co kiedyś, choć teraz w odniesieniu do „rasy' i „tożsamości (seksualnej)' – zauważył Rubio. Wskazał następnie na to, w jaki sposób neomarksizm przenika do kultury amerykańskiej. „Słyszymy, że Ameryka została oparta na rasizmie, uprzedzeniach i na złu. Nie to, że w [naszej] historii były rasizm i uprzedzenia, ale że one nas zbudowały. Ta nowa ideologia głosi, że mniejszości rasowe, kobiety i członkowie wspólnot LGBTQ są «historycznymi ofiarami». Jedyną więc słuszną rzeczą, jaką może uczynić rząd, jest wprowadzanie «równości» i obalenie starego systemu. Takie poglądy stają się powoli «ideologiczną poprawnością» (ideological orthodoxy) w korporacyjnej Ameryce, w szkołach i przemyśle rozrywkowym' – przestrzegł senator z Florydy. Wezwał do przeciwstawienia się tym poglądom, choć – dodał – wiąże się to z ryzykiem, gdyż „marksizm nie toleruje innego zdania'. Wyraził obawę, że jeśli w ogóle „będziemy mówić otwarcie (o tych sprawach), można się liczyć z ostracyzmem, utratą pracy, biznesu i z otrzymaniem odpowiedniej etykietki. „Dlatego rozumiem, iż niektórzy postanawiają milczeć i udawać, że nic się nie dzieje. I staje się powoli to, na co oni (neomarksisci) liczą' – dodał z ubolewaniem.

Należy zauważyć, że na problem zamaskowanego marksizmu, który obecnie szerzy się w kulturze amerykańskiej, wskazują także inni intelektualiści katoliccy, m.in. Paul Kengor w swojej książce „Devil and Karl Marx' (Diabeł i Karol Marx; 2020). Wiąże on m.in. „rewolucję seksualną' w USA lat sześćdziesiątych z zastąpieniem marksizmu tradycyjnego przez „kulturowy i seksualny'. Jego zdaniem „w takiej formie jest on (marksizm) nadal głoszony na niektórych uniwersytetach amerykańskich, np. w Columbii czy w Berkeley, gdzie naucza się go pod nazwą «teoria krytyki» (critical theory). W naszych czasach bowiem klasyczny marksizm w ogóle już do nikogo nie przemawia'. Zapoczątkowany w Europie w pierwszej połowie XX w. ten „marksizm kulturowy i seksualny' znalazł więc podatny grunt w amerykańskich środowiskach liberalnych. Celem amerykańskiej „rewolucji seksualnej' miały być „fundamentalne zmiany' (fundamental transformations) w życiu społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Ciekawe, że tego samego określenia „fundamentalne zmiany' użył Barack Obama, absolwent Columbii, w przemówieniu na rozpoczęcie swej prezydentury w 2009 – przypomniał Kengor, profesor nauk politycznych w Grove City College w Pensylwanii.

 

o. jj (KAI Tokio) / Orlando / ekai.pl


Abp Skworc: potrzeba wysokiego poczucia identyfikacji z regionem

O konsekwencjach III Powstania Śląskiego dla Górnego Śląska i Polski, potrzebie „wysokiego poczucia identyfikacji z regionem' i promowaniu autentycznego patriotyzmu mówił abp Wiktor Skworc w homilii podczas Mszy w Kościele św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach-Szopienicach z okazji 100. rocznicy wybuchu III Powstania Śląskiego. Modlono się za poległych powstańców i ofiary walk po obu stronach barykady; za poległych żołnierzy wojsk sojuszniczych stacjonujących tu dla utrzymania pokoju; o pokój dla mieszkańców Górnego Śląska, dla Polski i dla całej rodziny ludzkiej.

Metropolita katowicki przywołał postać Wojciecha Korfantego, który, jak zaznaczył hierarcha, na przełomie 2/3 maja 1921 roku podejmował strategiczną decyzję, aby militarnie, bo działania dyplomatyczne zwiodły, optować w imieniu Górnoślązaków za Polską. – Stał się dyktatorem powstania, a dając rozkaz do rozpoczęcie walk w nocy z 2/3 maja 1921 roku chciał również wywrzeć nacisk na aliantów, aby decyzje o podziale terytorium Górnego Śląska po plebiscycie były bardziej sprawiedliwe, a więc korzystniejsze dla strony polskiej – zaznaczył metropolita katowicki. Szacuje się, że w powstaniu wzięło udział ok. 40/60 tysięcy ochotników.– Była to robotnicza armia, przygotowana w konspiracyjnych warunkach przez Polską Organizację Wojskową (POW) Górnego Śląska – mówił abp Skworc. Jednocześnie dodał, że powstanie „było wypadkową wielu czynników, przede wszystkim jednak w warstwie fundamentalnej propolskiego dążenia Górnoślązaków, którzy chcieli przyłączenia Górnego Śląska do odrodzonej Ojczyzny'. – Ten oddolny ruch rozwijał się w oparciu o rdzenne tradycje, a głównego sojusznika znajdywał w rodzinie, która przez wieki przechowywała słowiańską kulturę, pielęgnowała język serca, którym dla większości Ślązaków był język polski, choć w gwarowej formie – podkreślił. Metropolita katowicki wskazał też na ważną rolę Kościoła w powstaniu dostrzegając w nim „przestrzeń wolności, pielęgnowania i strzeżenia własnej tożsamości oraz religijno-oświatową działalność wielu wybitnych duchownych'.

Mówił, że z perspektywy 100 lat od wybuchu III Powstania Śląskiego „uświadamiamy sobie jakie znaczenie miała przynależność Górnego Śląska do Polski w okresie międzywojennym'. – To dzięki temu politycznemu faktowi Watykan powołał diecezję katowicką, wydzielając jej terytorium z archidiecezji wrocławskiej. Apelował o odpowiedzialność i rzeczywisty, a nie „jedynie deklaratywny', patriotyzm – fundament pokoju i stabilizacji „małej i wielkiej Ojczyzny'. Prosił o nastawienie i działanie propokojowe. – Nie chodzi o wielkie, spektakularne gesty pojednania polityków, tylko aktualnie o umiejętność przebaczenia i unikania agresji w mediach, w Internecie, w publicznej debacie i na ulicy – zaznaczył abp Skworc. Potrzeba wysokiego poczucia identyfikacji z regionem', zwłaszcza teraz, gdy Górny Śląsk przechodzi proces transformacji. – Potrzeba budowania jego przyszłości ponad partyjnymi, związkowymi i wszelkimi innymi podziałami w oparciu o rodzimą tradycję, wartości równościowe oraz o mocną rodzinę, gwarantującą międzypokoleniową solidarność, co potwierdził pandemiczny czas – stwierdził duchowny.

 

ks. rs/Radio eM / Katowice / ekai.pl


USA: badacz ukazuje demoniczne oblicze marksizmu

O diabelskiej stronie marksizmu i satanistycznych fascynacjach Karola Marksa opowiada najnowsza książka Paula Gengora – katolika, profesora nauk politycznych w Grove City College w Pensylwanii. Ta licząca 461 stron praca, zatytułowana „Devil and Karl Marx' (Diabeł i Karol Marks), szczegółowo omawia życie i twórczość ojca komunizmu, przy czym niektóre jego wypowiedzi były przez lata celowo zatajane, zwłaszcza w literaturze sowieckiej, gdyż zbyt dosłownie dotyczyły one świata duchowego.

W jednym ze swych wierszy Marks napisał np. „Utraciłem niebo. Wiem to dobrze. Moja dusza, kiedyś wierna Bogu, jest wybrana dla Piekła' (The Pale Maiden, 1837). W innym pisze on też o „tańcu śmierci dzięki mieczowi sprzedanemu mi przez szatana' (The Player, 1841). Według ustaleń autora Karol Marks był złym synem, złym ojcem i złym małżonkiem. Na ironię zakrawa fakt, że głosząc „wyzwolenie uciśnionych', sam zatrudniał pomoc domową, którą źle traktował; nie tylko nie płacił jej w ogóle wynagrodzenia, ale często po prostu ją gwałcił. Jak wiadomo, marksizm i komunizm dążyły do podporządkowania sobie całego świata. Na szczególną uwagę w książce zasługuje mało znana penetracja amerykańskich środowisk kościelnych przez różne agentury z Moskwy. Amerykańskich idealistów chrześcijańskich próbowano zwabić za pomocą komunistycznych haseł o równości wszystkich ludzi i wyzwoleniu ich spod ucisku kapitalizmu oraz haseł „teologii wyzwolenia'. Zdaniem profesora dało się na to nabrać wielu duchownych, a nawet biskupów, szczególnie ze wspólnot protestanckich, a niektórzy hierarchowie popadali nawet w herezje, gdyż marksizm w ostatecznym rozrachunku prowadził do ateizmu.

Autor wiąże „rewolucję seksualną' w Ameryce lat sześćdziesiątych z zastąpieniem marksizmu tradycyjnego przez „kulturowy i seksualny'. W takiej formie jest on nadal głoszony na niektórych uniwersytetach amerykańskich, np. w Columbii czy w Berkeley, gdzie naucza się go jako „teorii krytyki' (critical theory). W naszych czasach bowiem klasyczny marksizm w ogóle już nie przemawia do robotników amerykańskich. Na przykład z badań przeprowadzonych przed poprzednimi wyborami prezydenckimi wynika, iż prawie wszyscy robotnicy USA głosowali na Donalda Trumpa, bo jego program bardziej im odpowiadał. Zapoczątkowany w Europie w pierwszej połowie XX w. „marksizm kulturowy i seksualny' znalazł podatny grunt w amerykańskich środowiskach liberalnych. Autor książki zajął się losami założycieli tzw. „Szkoły Frankurckiej' (1918-39). Szczegółowo przeanalizował życie i idee jednego z jej twórców – psychiatry i polityka Wilhelma Reicha (1897-1957) z Austrii, który w 1939 wyemigrował do USA, z jednej strony uciekając przez niemieckim antysemityzmem i holokaustem, a drugiej z powodu przekonania, że „system komunistyczny w ZSRR jest zbyt sztywny'. Celem amerykańskiej „rewolucji seksualnej' miały być „fundamentalne zmiany' (fundamental transformations) w życiu mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Ciekawe, że tego samego określenia „fundalmenatalne zmiany' użył Barack Obama, absolwent Columbii, w swym przemówieniu na rozpoczęcie urzędowania w 2009 r. Jedną z teoretyczek i działeczek tego nowego nurtu była Kate Millett (1934-2017), wykładowczyni w Berkeley (doktorat w Columbii). Napisała ona kilka książek i artykułów o potrzebie zmian kulturowych, m.in. „Theory of Sexual Politics' i „On the Loop'. Dla amerykańskich feministek stała się ona swego rodzaju „wielką kapłanką Ruchu'. Wtedy też powstał nowy „manifest' amerykańskiej i światowej „rewolucji seksualnej', który swoją formą przypominał niektóre modlitwy katolickie. Miał on za zadanie zniszczyć dotychczasową kulturę judeochrześcijańską, zwłaszcza w odniesieniu do takich podstawowych pytań jak „kim jest człowiek' i do wzorca „rodziny patriarchalnej'. Otoczona wielbicielkami „wielka kapłanka' i ikona feminizmu, która znalazła się nawet na okładce amerykańskiego tygodnika „Time', Millett w życiu codziennym miała jednak zupełnie inną twarz. W toku wielogodzinnych rozmów z autorem książki jej siostra Mallory, obecnie praktykująca katoliczka, wyraziła przekonanie, iż „Kate była opętana przez diabła'. „Czasami bałam się, czy po prostu nie wyjmie ona noża, aby mnie zabić' – zwierzyła się Malory. Wspomniała też o dramatach dawnych wielbicielek swej siostry, które na starość przeżywały duchową pustkę, „czuły dotkliwą samotność, gdy zostawały same w domu na noc, bez dzieci i wnuków, które wcześniej złożyły na ołtarzu aborcji'.

 

o. pj (KAI Tokio) / Waszyngton / ekai.pl


Kard. Koch: nie można zastąpić teologii polityką

Nie można zastąpić teologii polityką – podkreśla kard. Kurt Koch, koordynator Nowego Kręgu Uczniów Josepha Ratzingera po zakończonym 26 września w Rzymie dorocznym spotkaniu byłych studentów Benedykta XVI. Tym razem jego tematem była „Kwestia Boga w obliczu aktualnych wyzwań'.

W rozmowie z agencją ACI przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan zwraca uwagę, że pytanie o Boga ma zasadnicze znaczenie w sytuacji sekularyzacji Europy. Zauważa, że to nie religijności jej brakuje, ani wiary w jakąś siłę wyższą, ale wiary w Boga osobowego i w konsekwencji – w Chrystusa, w którym ukazał On swe oblicze. Czasem bowiem „ludzie wierzą w Boga, ale nie są pewni, czy ten Bóg jest obecny i działa w historii i w naszym życiu'. Pisał o tym Joseph Ratzinger już w 1952 r. w artykule „Nowi poganie w Kościele', wskazując, że są oni nie poza Kościołem, ale właśnie w nim. Jednak tej analizy nikt wówczas nie wziął na poważnie. Sobór Watykański II wprawdzie był skupiony nie na Bogu, ale na Kościele, ale wypracował nową eklezjologię teocentryczną w tym sensie, że „Kościół istnieje po to, byśmy mogli zobaczyć Boga'. Jednak w okresie posoborowym rozwinęła się inna eklezjologia i „trochę zapomnieliśmy o pilności pytania o Boga'.

Zdaniem kardynała, dziś trwają dyskusje głównie natury politycznej, o konserwatystach i postępowcach, nie mówi się natomiast o samym centrum wiary. Dlatego tak ważny jest powrót do prawd wiary i pogłębienie dialogu na ich temat. Nie możemy bowiem „zastąpić teologii polityką'.

 

pb (KAI/acistampa.com) / Rzym / ekai.pl


Papieski tweet






Jesteś naszym 658724 gościem od 01.01.2017

Zasady przetwarzania danych

Dotyczące danych z formularza wysyłanych ze strony.

Dane z powyższego formularza będą przetwarzane przez naszą firmę jedynie w celu odpowiedzi na kontakt w okresie niezbędnym na procedowanie przekazanej sprawy. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Każda osoba posiada prawo dostępu do swoich danych, ich sprostowania i usunięcia oraz prawo do wniesienia sprzeciwu wobec niewłaściwego przetwarzania. W przypadku niezgodnego z prawem przetwarzania każdy posiada prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Administratorem danych osobowych jest Parafia św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach-Szopienicach, siedziba: Katowice, Plac Powstańców Śląskich 3.