Liturgia




2022-10-06, Czwartek, Rok C, II, Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Brunona, prezbitera
Ga 3, 1-5
Łk 1, 69-70. 71-73. 74-75 (R.: por. 68)
Por. Dz 16, 14b
Łk 11, 5-13
2022-10-07, Piątek, Rok C, II, Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej
Ga 3, 7-14
Ps 111 (110), 1b-2. 3-4. 5-6 (R.: 5b)
J 12, 31b-32
Łk 11, 15-26
2022-10-08, Sobota, Rok C, II, Dzień Powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę
Ga 3, 22-29
Ps 105 (104), 2-3. 4-5. 6-7 (R.: por. 8a)
Por. Łk 11, 28
Łk 11, 27-28

Wydarzenia


''Człowiek nie jest stworzony do szczęścia, ale do sensu''. 25 lat temu zmarł Viktor Frankl

„Jeśli życie ma w ogóle sens, to cierpienie również musi mieć sens' – ta świadomość potwierdziła się Viktorowi Franklowi w samym środku piekła Auschwitz. Niemniej jednak powiedzenie 'tak' życiu stało się jedną z jego życiowych zasad. Dla wiedeńskiego psychiatry i twórcy logoterapii było jasne, że życie ludzkie ma sens w każdych okolicznościach. Z jego ust brzmi to tym bardziej wiarygodnie: żydowski lekarz psychiatra przeżył cztery obozy koncentracyjne. Zmarł w wieku 92 lat - 25 lat temu, 2 września 1997 roku.

Już w czasach szkolnych Frankl pielęgnował osobiste kontakty z psychologami: Sigmundem Freudem i Alfredem Adlerem. W 1923 r. zdał maturę w Wiedniu, następnie studiował medycynę i doktoryzował się w 1930 r. Życiowe cierpienia, depresja i samobójstwo były jego głównymi zainteresowaniami. Frankl dostrzegał dezorientację i beznadzieję wielu osób i widział poszukiwanie sensu jako główną motywację człowieka. 'Człowiek nie jest stworzony do szczęścia, ale do sensu' – twierdził. W 1926 roku po raz pierwszy użył terminu logoterapia. Metoda ta pomaga pacjentom odnaleźć sens w ich życiu.

czytaj dalej...

 

tom (KAI) / Wiedeń / ekai.pl


Prof. Ryba: ideologie chciały funkcjonować jako quasi-religie

Realizacja utopii na gruncie praktycznym jest niewyobrażalnym nieszczęściem ludzkości. Ofiary chociażby pośród duchowieństwa są pochodną tego, że ideologie XX w. chciały funkcjonować w tym świecie jako quasi-religie – powiedział Family News Service prof. dr hab. Mieczysław Ryba, historyk Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. 23 sierpnia przypada Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu.

Jak podkreślił prof. Ryba, ideolodzy XIX i XX w. prezentowali swoje ideologie jako rzekomo „dające pełną, choć specyficzną odpowiedź na koncepcję świata i człowieka, czy to w wymiarze walki klas jak w komunizmie, czy walki ras, jak w narodowym socjalizmie. To wszystko pochłonęło dziesiątki milionów istnień ludzkich, które nawet trudno oszacować'. Historyk zaznaczył, że „komunizm wciąż trwa, istnieje w wielu krajach, natomiast w Rosji w 1991 r. przestał funkcjonować jako ideologia, natomiast narodowy socjalizm upadł w 1945 r. po klęsce Hitlera. Niemniej jednak obozy koncentracyjne, łagry, wywózki na Syberię czy w przypadku Niemiec w inne rejony to jest taka rzeczywistość realizacji wielkich utopii, która miała przynieść szczęście ludziom, a w rzeczywistości przyniosła piekło na ziemi'. Prof. Ryba odniósł się do znaczenia Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. „Pamiętajmy, że w XX w. mamy do czynienia z realizacją pewnych utopii, które powstawały w pewnym procesie intelektualnym na gruncie Europy w wieku XVIII, a w szczególności w XIX w., kiedy powstał marksizm i społeczne teorie darwinistyczne. Realizowane były one w sensie praktycznym po I wojnie światowej, kiedy nastał potężny kryzys społeczny szczególnie na gruncie europejskim. Na kanwie tego kryzysu ci ideolodzy przejęli stery władzy: przede wszystkim w Rosji w 1917 r. i w Niemczech w 1933 r.' – przypomniał historyk KUL.

Prof. Mieczysław Ryba ocenił aktualność Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu w kontekście wojny na Ukrainie. „To jest troszkę inny kontekst, bo wojna na Ukrainie ma wymiar bardziej geopolityczny i raczej nawiązuje do pewnych tradycji Rosji carskiej bardziej niż wprost do komunizmu. Próbuje się jednak łączenia na poziomie ideowym imperialnej Rosji carskiej i imperializmu sowieckiego. Jest też pewna kontynuacja instytucjonalna. Te zbrodnie, o których słyszymy na Ukrainie, nie mają tej skali co w czasach sowieckich, ale są w swojej metodzie dosyć charakterystyczne dla komunizmu' – ocenił prof. Ryba.

Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu został ustanowiony przez Parlament Europejski 23 września 2008 r. z myślą o 70. rocznicy paktu Ribbentrop-Mołotow, przypadającej 23 sierpnia 2009 r. Ma za zadanie upamiętnić ofiary masowych deportacji i eksterminacji w XX w. Ma również przyczynić się do promocji wartości demokratycznych, szczególnie pokoju i stabilizacji w Europie. Data obchodów tego dnia – 23 sierpnia – nawiązuje do podpisania paktu przez ministrów III Rzeszy i ZSRR – Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa – w 1939 r. Dokonano wówczas podziału znacznej części Europy na niemiecką i rosyjską strefę wpływów. Tajny protokół do paktu zakładał likwidację Polski.

 

Family News Service / Warszawa / ekai.pl


Jeden ksiądz, a nie 57 - dziennikarz GN o braku precyzji Państwowej Komisji ds. Pedofilii

Nie 57 spraw dotyczących duchownych, a tylko jedna ze zgłoszonych w ostatnich 12 miesiącach do Państwowej Komisji ds. Pedofilii dotyczyła tego okresu, pozostałe 56 miało miejsce przed 25 lipca 2021 r. – ustalił Bogumił Łoziński, dziennikarz tygodnika Gość Niedzielny. Podkreślił, że Komisja po raz kolejny nieprecyzyjnie przedstawiła dane, co doprowadziło do podawania przez media nieprawdziwej informacji.

Publikujemy tekst Bogumiła Łozińskiego, który ukazał się na stronie internetowej Gościa Niedzielnego:

Nie 57 spraw dotyczących duchownych, a jedna ze zgłoszonych w ostatnich 12 miesiącach do Państwowej Komisji ds. Pedofilii dotyczyła tego okresu, pozostałe 56 miało miejsce przed 25 lipca 2021 r. – ustalił GN. Komisja po raz kolejny nieprecyzyjnie przedstawiła dane, co doprowadziło do podawania przez media nieprawdziwej informacji.

Tegoroczny raport komisji, a właściwie jego 28-stronicowe streszczenie, gdyż całego nie poznaliśmy, dotyczy zgłoszeń o molestowaniu seksualnym nieletnich, które wpłynęły do komisji w ostatnich 12 miesiącach. Jak podkreślają autorzy raportu, analizy zawarte w nim obejmują okres od 25 lipca ubiegłego roku do 25 lipca tego roku. W dokumencie znalazła się informacja, że wśród sprawców niespokrewnionych w ofiarą największą grupę – 57 osób, stanowili księża. (Największą w ogóle – 70 spraw dotyczyła rodziców). Media zinterpretowały tę informację, że w ostatnich 12 miesiącach 57 duchownych zostało zgłoszonych do komisji jako domniemani sprawcy pedofilii. Taka informacja pojawiła się na czołówkach większości mediów. Na przykład Gazeta Wyborcza w wydaniu internetowym informacje opatrzyła tytułem: „Raport Państwowej Komisji ds. Pedofilii: znów najwięcej sprawców wśród duchownych'. Tymczasem bliższa analiza streszczenia prowadzi do wniosku, że na pewno te 57 przypadków nie dotyczyło ostatnich 12 miesięcy. W innym miejscu w raporcie czytamy, że 35 z nich uległo już przedawnieniu, a więc miało do nich dojść przed laty.

Wobec tych wątpliwości zwróciliśmy się do przewodniczącego komisji prof. Błażeja Kmieciaka o podanie informacji, ile spraw dotyczących księży, które trafiły do komisji miało miejsce w ostatnim roku. Okazało się, że takiej analizy komisja nie przeprowadziła, jednak na naszą prośbę prof. Kmieciak zlecił zrobienie takiego zestawienia. Okazało się, że ze zgłoszonych w okresie sprawozdawczym do komisji 57 spraw dotyczących duchownych, jedna miała miejsce w ostatnich 12 miesiącach.

Jeden, a nie 57 - to bardzo duża różnica. Gdyby raport zawierał precyzyjne dane, media nie interpretowałyby błędnie jego treści, w tym przypadku na niekorzyść Kościoła. Oto cała odpowiedź Państwowej Komisji ds. Pedofilii na pytanie GN: „Z 57 nowych spraw dotyczących duchownych, jakimi zajmowała się w okresie sprawozdawczym Państwowa Komisja, 35 ostatecznie uznanych zostało za przedawnione. Pozostałe sprawy znajdują się na różnych etapach postępowań prokuratorskich lub sądowych. Pośród 57 nowych zgłoszonych spraw - jedna dotyczy zgłoszenia podejrzenia popełnienia przestępstwa wykorzystania seksualnego, do którego miało dojść między lipcem 2021 a czerwcem 2022 r. Pozostałe obejmują wcześniejsze okresy'.

To nie pierwszy przypadek, gdy komisja w sposób niejasny prezentuje dane.

Więcej...

 

Bogumił Łoziński, Gość Niedzielny / Warszawa / ekai.pl


Dokument nt. kryteriów eklezjalności wspólnot i ruchów katolickich

Abp Stanisław Budzik na 392. Zebraniu plenarnym KEP w Zakopanem zaprezentował i przekazał biskupom przyjęty przez Komisję Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski dokument: „Kryteria eklezjalności wspólnot katolickich'. Dokument ten skierowany jest do wszystkich członków, liderów, założycieli i przełożonych wspólnot i ruchów formacyjno-ewangelizacyjnych jako narzędzie pomocne w rozeznawaniu komunii danej wspólnoty z Kościołem powszechnym oraz jej zdrowego funkcjonowania i rozwoju.

Dokument przygotowany przez Komisję Nauki Wiary KEP, kierowaną przez abp. Stanisława Budzika, wyjaśnia, że Kościół od samego początku swego istnienia starał się wskazywać na kryteria pozwalające odróżnić to, co w działaniu danych wspólnot pochodzi od Ducha Bożego, od tego, co pochodzi od ducha tego świata. I tak postępuje także i dziś. Stąd potrzeba opracowania obecnego dokumentu, uwzględniającego aktualne tendencje panujące w Kościele.

Uzasadniając potrzebę wydania dokumentu jego autorzy stwierdzają, że „dynamizm duchowego życia, tak wyraźnie widoczny w istnieniu i działaniu wspólnot bądź ruchów formacyjno-ewangelizacyjnych, nie jest jednak wolny od niebezpieczeństwa wypaczeń'. A to dlatego, że „duch tego świata już od czasów apostolskich wpływał deformująco i w konsekwencji niszcząco na dynamizm niektórych grup czy wspólnot'.

czytaj dalej...

 

mp / Zakopane / ekai.pl


USA: pożegnalny artykuł M. Albright - ''Putin popełnia historyczny błąd''

Zmarła 23 marca w wieku prawie 85 lat Madeleine Albright, amerykańska sekretarz stanu w latach 1997-2001, której m.in. Polska zawdzięcza przyjęcie do NATO w 1999, w przededniu wybuchu wojny na Ukrainie zamieściła 23 lutego swój ostatni swój artykuł – opinię w „New York Timesie'. Tekst ten, zatytułowany „Putin popełnia historyczny błąd' dziennik przytoczył jeszcze raz, równo miesiąc później, już po śmierci jego autorki, jako swego rodzaju jej prorocze przesłanie i testament polityczny, dotyczący tej wojny.

Była szefowa dyplomacji Stanów Zjednoczonych wspomniała, że po raz pierwszy spotkała W. Putina w 2000 r. Był on wówczas prawie nieznanym na świecie politykiem. Ona sama chciała z jednej strony lepiej poznać tego człowieka, o którym było wiadomo tylko tyle, że pochodzi z kręgów KGB, z drugiej zaś chodziło jej o polepszenie stosunków z Rosją, które znacznie ucierpiały z powodu I wojny w Czeczenii (1994-96).

Tak oto opisała swoje wrażenia z tamtego spotkania: „Byłam zdumiona, jak bardzo różni się on od swego poprzednika, pompatycznego Borysa Jelcyna. Podczas gdy Jelcyn przymilał się, wygrażał i pochlebiał, pan Putin mówił tak, jakby był wyzbyty z jakichkolwiek emocji. Nie korzystał z żadnych notatek, ale widać było jego determinację, aby wskrzesić rosyjską gospodarkę i zdławić ostatecznie czeczeńskich rebeliantów. W drodze do domu tak napisałam o nim w notatniku: «Mały i blady, taki zimny. Można by go prawie zaliczyć do gatunku gadów (almost reptilian)»'.

Przechodząc do sytuacji tuż przed wybuchem wojny, 22 lutego br. Albright określiła wypowiedzi Putina jako „szukanie pretekstu do inwazji... W ciągu ostatnich 20 lat, od czasu, kiedy się z nim spotkałam, wziął on kurs na odejście od wszystkich dotychczasowo postępów demokracji w swoim kraju, powracając do stalinowskich klisz. (W tym czasie) skupił on w swoich rękach cały polityczny i i gospodarczy potencjał kraju, podporządkowując sobie lub niszcząc potencjalnych oponentów i próbując odtworzyć rosyjskie panowanie w krajach byłego ZSRR. Tak jak każdy autokrata, uważa on bogactwo kraju za swoje, a każdą opozycję traktuje jako zdradę stanu. Choć wie, że Ameryka śledzi jego cynizm i chciwość, uważa, że «wszyscy kłamią, dlatego nie ma żadnej potrzeby, aby mówić, jak jest naprawdę»'.

Przewidując rychły wybuch wojny, M. Albright niejako proroczo wskazała na klęskę Rosji i że „(Putin) zamiast prowadzić swój kraj do wielkości, doprowadzi do tego, że najazd na Ukrainie okryje go hańbą. Jego kraj zostanie izolowany dyplomatycznie i sparaliżowany ekonomicznie. Stanie się także osamotniony, gdyż kraje zachodnie jeszcze bardziej zjednoczą się w oporze przeciw Rosji... Będzie to zupełnie inna sytuacja niż po aneksji Krymu w 2014 i wojna ta zakończy się dla Rosji klęską taką, jak w Afganistanie w latach 80. XX w.'.

Czytaj dalej...

 

o. jj (KAI Tokio) / Nowy Jork / ekai.pl


Historyk o genezie obecnej wojny na Ukrainie

Jarosław Hrycak, profesor historii ma Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie, znany w Polsce z licznych książek i artykułów, 21 marca na łamach „New York Timesa' wyraził swoje poglądy dotyczące genezy obecnej wojny. Według niego „zasadnicza różnica między Ukraińcami a Rosjanami leży nie w języku, religii czy zwyczajach kulturowych, które są do siebie bardzo podobne, ale w odmiennej tradycji politycznej. Jeśli trudno sobie wyobrazić zwycięską rewolucję demokratyczną w Rosji, to równie nie do pomyślenia jest utworzenie autorytarnego reżymu na Ukrainie' – napisał autor.

Jego zdaniem nieznajomość tych czynników „doprowadziła W. Putina – dobrego taktyka, ale słabego stratega – do popełnienia dalszych poważnych błędów'. Liczył on na to, że Zachód jakoś „przełknie' zajęcie Ukrainy i że jej mieszkańcy będą witać swoich „braci Rosjan kwiatami w Kijowie'. A tak się przecież nie stało, zauważył historyk, dodając do tego „zachodni i polski wątek' w dziejach i kulturze swojego kraju.

Historyczno-geograficzne refleksje profesora nt. Ukrainy mogą kojarzyć się trochę z Polską, gdy pisze on o „położeniu swojego kraju między Rosją a Niemcami, w kontekście zmagań o panowanie nad całym kontynentem'. Pisze on następnie o „powtórkach historycznych', o dwóch wojnach światowych, gdy Ukraina znalazła się w ich centrum. Już w 1904 zwrócił na to uwagę angielski geograf Halford John Mackinder w swoim artykule „The Geographical Pivot of History' (Geograficzna oś historii). Napisał on (zapewne z pewną przesadą), że „każdy, kto będzie kontrolował Europę Wschodnią, będzie kontrolował świat'.

Za sprawą nazistowskiego geopolityka Karla Haushofera idee te pojawiły się później w „Mein Kampf' Adolfa Hitlera. Z kolei Lenin i Stalin, choć nie czytali Mackindera, „postępowali tak, jakby go czytali' – stwierdził Hrycak. Dodał, że podobne współzależności zauważył też legendarny dziennikarz amerykański Edgar Snow (1905-72) pisząc, że „druga wojna światowa była wojną o Ukrainę'.

Czytaj dalej...

 

o. jj (KAI Tokio) / Lwów / ekai.pl


Zawłaszczanie Bożego Narodzenia zaczęło się w hitlerowskich Niemczech

Opiniotwórcza platforma amerykańska „Conversation' zamieściła 25 grudnia ub.r. obszerny artykuł profesora historii na uniwersytecie stanowym w Georgii – Joe Perry'ego, pt. „Jak naziści wchłonęli Boże Narodzenie' (How the Nazis co-opted Christmas). Lektura tego tekstu skłania do szerszej refleksji nad mechanizmem tworzenia „pogańskich świąt Bożego Narodzenia', co dzieje się także obecnie.

Jak wiadomo, jednym z głównych celów polityki Adolfa Hitlera w III Rzeszy było wyeliminowanie z niej Żydów. Hitlerowcom przeszkadzało więc dotychczasowe postrzeganie Bożego Narodzenia, w którym głównymi bohaterami są członkowie tego narodu. Z drugiej strony nie mogli ot tak, po prostu „znieść' tych świąt, głęboko zakorzenionych w historii i kulturze Niemiec. Początkowo więc dochodziło na tym tle do różnych paradoksów. Perry przypomniał „bożonarodzeniową mowę' Hitlera w 1921 podczas partyjnych obchodów świąt w monachijskiej piwiarni (w której dwa lata później doszło do puczu monachijskiego). Przyszły führer potępiał tam „tych tchórzliwych Żydów' i przysięgał, że nie spocznie, „dopóki nie zostaną oni (zabici) na ziemi'. Po tym przemówieniu wszyscy uczestnicy tamtego spotkania „jakby nigdy nic, zgromadzili się wokół świątecznej choinki i zaczęli śpiewać kolędy, na przemian z hymnami ludowymi' – napisał autor. Również jeszcze na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych nadal łączono tradycje bożonarodzeniowe z propagandą nacjonalistyczną i antysemityzmem. Po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerskiego w 1933 i wejściu totalitaryzmu w życie kraju i jego mieszkańców, ideolodzy narodowego socjalizmu, zwłaszcza z Ministerstwa Propagandy i Oświecenia, zaczęli pracować nad nowa wersją świąt, dramatycznie zmieniając ich sens i tworząc nowe symbole i obrzędy.

„Biorąc pod uwagę sprawowanie przez aparat państwowy pełnej kontroli nad życiem mieszkańców III Rzeszy, nie dziwi fakt, że urzędnicy hitlerowscy za pośrednictwem radia i i prasy osiągali sukcesy w propagowaniu i promowaniu swojej wersji świąt. I tak jak w wielu innych dziedzinach życia jeśli nawet niektórzy Niemcy przeciwstawiali się takiemu «brutalnemu upolitycznieniu» ich ulubionych świąt, to zadecydowana większość społeczeństwa potulnie i bezkrytycznie świętowała je w formie nazistowskiej' – stwierdził profesor. Przy zmianie określenia Bożego Narodzenia sięgnięto do takich obrzędów neopogańskich i nordyckich, jak np. rytuały „przesilenia dnia z nocą' (których data różni się od 24 grudnia tylko o kilka dni). Zapalanie świec na choince świątecznej zaczęto z kolei wiązać z pogańskimi zwyczajami „powrotu światła po najkrótszym dniu w roku'.

Ciekawym aspektem obrzędowości nazistowskiej było nowe ujęcie roli Maryi – Matki Zbawiciela. Według Perry'ego „matki (niemieckie) zaczęto w tym okresie ukazywać jako «kapłanki i protektorki domu i ziemi», których zadaniem jest «przywrócenie ducha niemieckiego w ich rodzinach»'. Zamiast stawiania żłóbka przy choince upiększano ją pogańskim dekoracjami takimi, jak „słońce boga Odyna' oraz pieczono specjalne ciastka w kształcie pętli (symbol płodności). Później stopniowo rezygnowano z zapalania świec przy drzewku, gdyż miało to tworzyć atmosferę „pogańskiej magii', z którą kojarzono opowieści o Gwieździe Betlejemskiej i narodzeniu Pana Jezusa. Powstawały też nowe kolędy, w których nie ma nic o Dzieciątku-Zbawicielu. Zdaniem amerykańskiego historyka, niektóre z tych nowych pieśni, np. „Wyniesiona noc z jasnymi gwiazdami' (Hohe Nacht der klaren Sterne) są jeszcze dziś śpiewane w domach i na różnych uroczystościach w Niemczech.

Inny ciekawy element nazistowskich Niemiec to reakcja duchownych chrześcijańskich na „usuwanie Jezusa' w nowej kulturze tych pogańskich świąt. „Widzimy opór w tym względzie ze strony duchownych protestanckich i katolickich, i to nawet do tego stopnia, że niektórzy z nich zabraniali wiernym udziału w tych «bałwochwalczych obchodach» nawet pod groźbą ekskomuniki, jak to miało miejsce w Düsseldorfie. Jednakże również tu tego rodzaju opór nie był na tyle silny, aby podważyć zamierzenia władz nazistowskich' – podkreślił Perry. Jego artykuł o pogańskiej adaptacji świąt chrześcijańskich sprzyja szerszemu zastanowieniu się nad podobnymi usiłowaniami widocznymi we współczesnym świecie. Obecnie nie dzieje się to co prawda za pomocą brutalnego narzucania nowych zasad i dogmatów, ale – jak pisze autor – „to, co wydaje się banalne, np. zwykła decyzja, czy zaśpiewać bożonarodzeniową kolędę, może oznaczać zarazem akt odwagi i «odstąpienia od» lub – przeciwnie – «popierania» ideologii antychrześcijańskich'.

 

o. jj (KAI Tokio) / Nowy Jork / ekai.pl


Abp Skworc: potrzeba wysokiego poczucia identyfikacji z regionem

O konsekwencjach III Powstania Śląskiego dla Górnego Śląska i Polski, potrzebie „wysokiego poczucia identyfikacji z regionem' i promowaniu autentycznego patriotyzmu mówił abp Wiktor Skworc w homilii podczas Mszy w Kościele św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach-Szopienicach z okazji 100. rocznicy wybuchu III Powstania Śląskiego. Modlono się za poległych powstańców i ofiary walk po obu stronach barykady; za poległych żołnierzy wojsk sojuszniczych stacjonujących tu dla utrzymania pokoju; o pokój dla mieszkańców Górnego Śląska, dla Polski i dla całej rodziny ludzkiej.

Metropolita katowicki przywołał postać Wojciecha Korfantego, który, jak zaznaczył hierarcha, na przełomie 2/3 maja 1921 roku podejmował strategiczną decyzję, aby militarnie, bo działania dyplomatyczne zwiodły, optować w imieniu Górnoślązaków za Polską. – Stał się dyktatorem powstania, a dając rozkaz do rozpoczęcie walk w nocy z 2/3 maja 1921 roku chciał również wywrzeć nacisk na aliantów, aby decyzje o podziale terytorium Górnego Śląska po plebiscycie były bardziej sprawiedliwe, a więc korzystniejsze dla strony polskiej – zaznaczył metropolita katowicki. Szacuje się, że w powstaniu wzięło udział ok. 40/60 tysięcy ochotników.– Była to robotnicza armia, przygotowana w konspiracyjnych warunkach przez Polską Organizację Wojskową (POW) Górnego Śląska – mówił abp Skworc. Jednocześnie dodał, że powstanie „było wypadkową wielu czynników, przede wszystkim jednak w warstwie fundamentalnej propolskiego dążenia Górnoślązaków, którzy chcieli przyłączenia Górnego Śląska do odrodzonej Ojczyzny'. – Ten oddolny ruch rozwijał się w oparciu o rdzenne tradycje, a głównego sojusznika znajdywał w rodzinie, która przez wieki przechowywała słowiańską kulturę, pielęgnowała język serca, którym dla większości Ślązaków był język polski, choć w gwarowej formie – podkreślił. Metropolita katowicki wskazał też na ważną rolę Kościoła w powstaniu dostrzegając w nim „przestrzeń wolności, pielęgnowania i strzeżenia własnej tożsamości oraz religijno-oświatową działalność wielu wybitnych duchownych'.

Mówił, że z perspektywy 100 lat od wybuchu III Powstania Śląskiego „uświadamiamy sobie jakie znaczenie miała przynależność Górnego Śląska do Polski w okresie międzywojennym'. – To dzięki temu politycznemu faktowi Watykan powołał diecezję katowicką, wydzielając jej terytorium z archidiecezji wrocławskiej. Apelował o odpowiedzialność i rzeczywisty, a nie „jedynie deklaratywny', patriotyzm – fundament pokoju i stabilizacji „małej i wielkiej Ojczyzny'. Prosił o nastawienie i działanie propokojowe. – Nie chodzi o wielkie, spektakularne gesty pojednania polityków, tylko aktualnie o umiejętność przebaczenia i unikania agresji w mediach, w Internecie, w publicznej debacie i na ulicy – zaznaczył abp Skworc. Potrzeba wysokiego poczucia identyfikacji z regionem', zwłaszcza teraz, gdy Górny Śląsk przechodzi proces transformacji. – Potrzeba budowania jego przyszłości ponad partyjnymi, związkowymi i wszelkimi innymi podziałami w oparciu o rodzimą tradycję, wartości równościowe oraz o mocną rodzinę, gwarantującą międzypokoleniową solidarność, co potwierdził pandemiczny czas – stwierdził duchowny.

 

ks. rs/Radio eM / Katowice / ekai.pl


USA: badacz ukazuje demoniczne oblicze marksizmu

O diabelskiej stronie marksizmu i satanistycznych fascynacjach Karola Marksa opowiada najnowsza książka Paula Gengora – katolika, profesora nauk politycznych w Grove City College w Pensylwanii. Ta licząca 461 stron praca, zatytułowana „Devil and Karl Marx' (Diabeł i Karol Marks), szczegółowo omawia życie i twórczość ojca komunizmu, przy czym niektóre jego wypowiedzi były przez lata celowo zatajane, zwłaszcza w literaturze sowieckiej, gdyż zbyt dosłownie dotyczyły one świata duchowego.

W jednym ze swych wierszy Marks napisał np. „Utraciłem niebo. Wiem to dobrze. Moja dusza, kiedyś wierna Bogu, jest wybrana dla Piekła' (The Pale Maiden, 1837). W innym pisze on też o „tańcu śmierci dzięki mieczowi sprzedanemu mi przez szatana' (The Player, 1841). Według ustaleń autora Karol Marks był złym synem, złym ojcem i złym małżonkiem. Na ironię zakrawa fakt, że głosząc „wyzwolenie uciśnionych', sam zatrudniał pomoc domową, którą źle traktował; nie tylko nie płacił jej w ogóle wynagrodzenia, ale często po prostu ją gwałcił. Jak wiadomo, marksizm i komunizm dążyły do podporządkowania sobie całego świata. Na szczególną uwagę w książce zasługuje mało znana penetracja amerykańskich środowisk kościelnych przez różne agentury z Moskwy. Amerykańskich idealistów chrześcijańskich próbowano zwabić za pomocą komunistycznych haseł o równości wszystkich ludzi i wyzwoleniu ich spod ucisku kapitalizmu oraz haseł „teologii wyzwolenia'. Zdaniem profesora dało się na to nabrać wielu duchownych, a nawet biskupów, szczególnie ze wspólnot protestanckich, a niektórzy hierarchowie popadali nawet w herezje, gdyż marksizm w ostatecznym rozrachunku prowadził do ateizmu.

Autor wiąże „rewolucję seksualną' w Ameryce lat sześćdziesiątych z zastąpieniem marksizmu tradycyjnego przez „kulturowy i seksualny'. W takiej formie jest on nadal głoszony na niektórych uniwersytetach amerykańskich, np. w Columbii czy w Berkeley, gdzie naucza się go jako „teorii krytyki' (critical theory). W naszych czasach bowiem klasyczny marksizm w ogóle już nie przemawia do robotników amerykańskich. Na przykład z badań przeprowadzonych przed poprzednimi wyborami prezydenckimi wynika, iż prawie wszyscy robotnicy USA głosowali na Donalda Trumpa, bo jego program bardziej im odpowiadał. Zapoczątkowany w Europie w pierwszej połowie XX w. „marksizm kulturowy i seksualny' znalazł podatny grunt w amerykańskich środowiskach liberalnych. Autor książki zajął się losami założycieli tzw. „Szkoły Frankurckiej' (1918-39). Szczegółowo przeanalizował życie i idee jednego z jej twórców – psychiatry i polityka Wilhelma Reicha (1897-1957) z Austrii, który w 1939 wyemigrował do USA, z jednej strony uciekając przez niemieckim antysemityzmem i holokaustem, a drugiej z powodu przekonania, że „system komunistyczny w ZSRR jest zbyt sztywny'. Celem amerykańskiej „rewolucji seksualnej' miały być „fundamentalne zmiany' (fundamental transformations) w życiu mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Ciekawe, że tego samego określenia „fundalmenatalne zmiany' użył Barack Obama, absolwent Columbii, w swym przemówieniu na rozpoczęcie urzędowania w 2009 r. Jedną z teoretyczek i działeczek tego nowego nurtu była Kate Millett (1934-2017), wykładowczyni w Berkeley (doktorat w Columbii). Napisała ona kilka książek i artykułów o potrzebie zmian kulturowych, m.in. „Theory of Sexual Politics' i „On the Loop'. Dla amerykańskich feministek stała się ona swego rodzaju „wielką kapłanką Ruchu'. Wtedy też powstał nowy „manifest' amerykańskiej i światowej „rewolucji seksualnej', który swoją formą przypominał niektóre modlitwy katolickie. Miał on za zadanie zniszczyć dotychczasową kulturę judeochrześcijańską, zwłaszcza w odniesieniu do takich podstawowych pytań jak „kim jest człowiek' i do wzorca „rodziny patriarchalnej'. Otoczona wielbicielkami „wielka kapłanka' i ikona feminizmu, która znalazła się nawet na okładce amerykańskiego tygodnika „Time', Millett w życiu codziennym miała jednak zupełnie inną twarz. W toku wielogodzinnych rozmów z autorem książki jej siostra Mallory, obecnie praktykująca katoliczka, wyraziła przekonanie, iż „Kate była opętana przez diabła'. „Czasami bałam się, czy po prostu nie wyjmie ona noża, aby mnie zabić' – zwierzyła się Malory. Wspomniała też o dramatach dawnych wielbicielek swej siostry, które na starość przeżywały duchową pustkę, „czuły dotkliwą samotność, gdy zostawały same w domu na noc, bez dzieci i wnuków, które wcześniej złożyły na ołtarzu aborcji'.

 

o. pj (KAI Tokio) / Waszyngton / ekai.pl


Kard. Koch: nie można zastąpić teologii polityką

Nie można zastąpić teologii polityką – podkreśla kard. Kurt Koch, koordynator Nowego Kręgu Uczniów Josepha Ratzingera po zakończonym 26 września w Rzymie dorocznym spotkaniu byłych studentów Benedykta XVI. Tym razem jego tematem była „Kwestia Boga w obliczu aktualnych wyzwań'.

W rozmowie z agencją ACI przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan zwraca uwagę, że pytanie o Boga ma zasadnicze znaczenie w sytuacji sekularyzacji Europy. Zauważa, że to nie religijności jej brakuje, ani wiary w jakąś siłę wyższą, ale wiary w Boga osobowego i w konsekwencji – w Chrystusa, w którym ukazał On swe oblicze. Czasem bowiem „ludzie wierzą w Boga, ale nie są pewni, czy ten Bóg jest obecny i działa w historii i w naszym życiu'. Pisał o tym Joseph Ratzinger już w 1952 r. w artykule „Nowi poganie w Kościele', wskazując, że są oni nie poza Kościołem, ale właśnie w nim. Jednak tej analizy nikt wówczas nie wziął na poważnie. Sobór Watykański II wprawdzie był skupiony nie na Bogu, ale na Kościele, ale wypracował nową eklezjologię teocentryczną w tym sensie, że „Kościół istnieje po to, byśmy mogli zobaczyć Boga'. Jednak w okresie posoborowym rozwinęła się inna eklezjologia i „trochę zapomnieliśmy o pilności pytania o Boga'.

Zdaniem kardynała, dziś trwają dyskusje głównie natury politycznej, o konserwatystach i postępowcach, nie mówi się natomiast o samym centrum wiary. Dlatego tak ważny jest powrót do prawd wiary i pogłębienie dialogu na ich temat. Nie możemy bowiem „zastąpić teologii polityką'.

 

pb (KAI/acistampa.com) / Rzym / ekai.pl


Papieski tweet






Jesteś naszym 710874 gościem od 01.01.2017

Zasady przetwarzania danych

Dotyczące danych z formularza wysyłanych ze strony.

Dane z powyższego formularza będą przetwarzane przez naszą firmę jedynie w celu odpowiedzi na kontakt w okresie niezbędnym na procedowanie przekazanej sprawy. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Każda osoba posiada prawo dostępu do swoich danych, ich sprostowania i usunięcia oraz prawo do wniesienia sprzeciwu wobec niewłaściwego przetwarzania. W przypadku niezgodnego z prawem przetwarzania każdy posiada prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Administratorem danych osobowych jest Parafia św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach-Szopienicach, siedziba: Katowice, Plac Powstańców Śląskich 3.