Liturgia




2022-11-26, Sobota, Rok C, II, Dzień Powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę
Ap 22, 1-7
Ps 95 (94), 1-2. 3-5. 6-7c (R.: por. 7bc)
Por. Łk 21, 36
Łk 21, 34-36
2022-11-27, Niedziela, Rok A, I, Pierwsza Niedziela Adwentu
Iz 2, 1-5
Ps 122 (121), 1b-2. 4-5. 6-7. 8-9 (R.: por. 1bc)
Rz 13, 11-14
Ps 85 (84), 8
Mt 24, 37-44
2022-11-28, Poniedziałek, Rok A, I
Iz 4, 2-6
Ps 122 (121), 1b-2. 4-5. 6-7. 8-9 (R.: por. 1bc)
Por. Ps 80 (79), 4
Mt 8, 5-11

Wydarzenia


Kard. Arinze o synodzie: mamy słuchać Boga, a nie doradzać Jezusowi

Synod ma służyć odkrywaniu woli Boga, a nie doradzaniu Chrystusowi, jak ma zreorganizować swój Kościół – mówi w rozmowie z Radiem Watykańskim kard. Francis Arinze. Przypomina, że Jezus nie kierował się opinią apostołów, kiedy szedł na śmierć do Jerozolimy, ani gdy decydował o losach Piotra. Jeśliby to od nas miało zależeć, papieżem zostałby św. Jan, a nie Szymon, który trzy razy zaparł się Nauczyciela – zauważa nigeryjski purpurat.

Kard. Arinze od 1984 r. służył w Stolicy Apostolskiej najpierw jako szef watykańskiej dykasterii ds. dialogu międzyreligijnego, a następnie jako prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego. Na rozmowę z Radiem Watykańskim zdecydował się z okazji swych 90. urodzin, które przypadały 1 listopada.

Odwołując się do swego wieloletniego doświadczenia, zaleca wielką ostrożność w rozeznawaniu woli Boga, by nie mylić jej z własnymi pomysłami. W sposób szczególny odnosi to do procesu synodalnego. „Chrystus jest mądrzejszy od nas wszystkich - przekonuje hierarcha. - Nie możemy też być bardziej miłosierni niż Chrystus. Dlatego trzeba uważać na pokusę promowania własnych idei, zachowywania się na synodzie, jakby to była jakaś sesja polityczna, na której zabiegamy o zdobycie większości głosów dla przeforsowania własnych pomysłów. A przecież to nie my założyliśmy Kościół. Otrzymaliśmy go od Chrystusa. Są w nim elementy, które pochodzą od Boga oraz elementy ludzkie. I mówiąc ogólnie, to co ludzkie, może zostać zmienione, ale to, co pochodzi od Boga, nigdy. Niekiedy ludzie, którzy spotkają się na sesjach synodalnych, zachowują się w taki sposób, jakby byli gotowi zrewidować Boże przykazania. Tu posuwamy się za daleko. Ludzie mają wrażenie, że są mądrzejsi od Pana Boga. Takiego korygowania Bożych przykazań nie można przypisywać Duchowi Świętemu. To samo dotyczy reorganizacji Kościoła, kiedy niektórzy chcą zredukować misję biskupów do roli szefów firmy, muszących kierować się wolą większości. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby nasz Pan zwołał synod przed swoją śmiercią w drodze do Jerozolimy. Dobrze wiemy, jak by głosowali apostołowie. Pamiętamy, jak reagowali na zapowiedź męki. Dlatego to, co my widzimy, niekoniecznie musi być wolą Boga. Musimy być bardzo ostrożni''. Zdaniem kard. Arinze, niektórzy kapłani i biskupi czują się zastraszeni pewnymi dyskusjami i kapitulują, jakby o to chodziło w ich pokorze. Tymczasem muszą być jak Piotr, który, choć nie najsilniejszy, jednak nie wyrzekł się misji powierzonej mu przez Pana, mimo iż wcześniej poważnie zawiódł Jezusa.

 

Krzysztof Bronk i Benedict Mayaki/vaticannews.va / Watykan / ekai.pl


Psychiatra o wątpliwościach klasyfikacyjnych i terapeutycznych transseksualizmu

„Transseksualizm – wątpliwości klasyfikacyjne, diagnostyczne i terapeutyczne' to tytuł wykładu dr. Łukasza Cichockiego – psychiatry i psychoterapeuty, wygłoszonego w ramach Wiosennej Szkoły Bioetyki.

Dr Łukasz Cichocki na początku swojego wykładu zwrócił uwagę, że przez wiele lat nie miał do czynienia z pacjentami zgłaszającymi się do niego z zaburzeniami dotyczącymi niezgodności płci. Tacy pacjenci zaczęli się pojawiać w ostatnich latach. Jest to zmiana charakterystyczna nie tylko dla Polski, ale – i to w znacznie wyraźniejszy sposób – w krajach zachodnich, takich jak Anglia czy Holandia.

czytaj dalej...

 

Akademia Bioetyki / Warszawa / ekai.pl


Weigel: nadeszła pora na krytyczną ocenę watykańskiej Ostpolitik

60. rocznica inauguracji Soboru Watykańskiego II oraz kryzysu kubańskiego, kiedy świat stanął przed perspektywą wojny atomowej, powinna skłonić Stolicę Apostolską do krytycznej oceny prowadzonej na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku polityki wobec reżimów komunistycznych - uważa znany amerykański intelektualista katolicki, George Weigel. Na łamach czołowego dziennika – Wall Street Journal opublikował on artykuł zatytułowany „Watykański kryzys rakietowy' a w podtytule czytamy: „Październikowe starcie amerykańsko-radzieckie z 1962 roku do dziś kształtuje politykę zagraniczną Stolicy Apostolskiej'.

Weigel przypomina, że faktycznie prace II Soboru Watykańskiego zostały zainaugurowane 13 października, a poprzedzone zostały przemówieniem Jana XXIII, który wezwał Kościół do uleczenia ran świata i do uczynienia tego poprzez głoszenie Jezusa Chrystusa jako odpowiedzi na poszukiwanie autentycznego humanizmu. Następnego dnia 14 października samolot szpiegowski U-2 Sił Powietrznych USA sfotografował nowe instalacje wojskowe na Kubie. Osiem dni później prezydent John F. Kennedy poinformował świat, że Związek Radziecki zainstalował rakiety balistyczne średniego zasięgu 90 mil od amerykańskiego wybrzeża. Broń ta mogła zniszczyć Waszyngton, Nowy Jork i Chicago. Prezydent zażądał ich usunięcia i nałożył na Kubę blokadę morską. Przez następne sześć dni świat balansował na krawędzi wojny atomowej. 28 października radziecki przywódca Nikita Chruszczow - którego Fidel Castro namawiał do przeprowadzenia wyprzedzającego ataku nuklearnego - zgodził się na usunięcie rakiet z wyspy.

„Ten uderzający zbieg okoliczności zwykle pozostaje niezauważony. Ale miał on trwałe konsekwencje, które są widoczne do dziś. Jeśli, na przykład, ktoś chce zrozumieć dlaczego kardynał Pietro Parolin, watykański sekretarz stanu, pozwolił sobie na uleganie kłamstwom rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na temat wojny na Ukrainie podczas ich spotkania na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w zeszłym miesiącu, to początki sięgają października 1962 roku' – twierdzi Weigel. Jego zdaniem Jan XXIII i dyplomaci watykańscy byli mocno wstrząśnięci kubańskim kryzysem rakietowym, nie tylko z powodu zagrożenia, jakie stanowił on dla Soboru. Watykan opracował więc nowe podejście do Moskwy i jej satelitów. Kościół zaprzestał publicznego potępiania prześladowań stosowanych przez reżimy komunistyczne. Zintensyfikował kontakty ekumeniczne z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, choć jego kierownictwo było ściśle kontrolowane przez KGB. Watykański dyplomata, ks. prał. Agostino Casaroli – późniejszy kardynał, zaczął podróżować za „żelazną kurtynę', szukając porozumienia z reżimami komunistycznymi – dodaje amerykański publicysta.

George Weigel przypomina, że prowadzona przez kardynała Casarolego watykańska Ostpolitik nasiliła się za pontyfikatu Pawła VI, a dziś duchowni studiujący w Papieskiej Akademii Kościelnej – uczelni kształcącej papieskich dyplomatów – uczeni są, że Ostpolitik była wielkim sukcesem, który pomógł przygotować scenę dla pokojowego upadku komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej w 1989 r.. Jednak twierdzenia tego nie da się obronić, jeśli zapoznamy się archiwami wywiadu państw Układu Warszawskiego. Podkreśla, że w przypadku wielu duchownych oraz katolickich obrońców praw człowieka Ostpolitik podkopywała ich zaufanie do Stolicy Apostolskiej. „Niektóre lokalne hierarchie katolickie stały się de facto filiami lokalnej partii komunistycznej. Fikcyjne organizacje katolickie, pozornie poświęcone pokojowi na świecie, stały się instrumentami sowieckiej propagandy' – stwierdza autor. Zaznacza, że działania te niewiele poprawiły sytuację prześladowanego Kościoła, natomiast służby wywiadowcze państw Układu Warszawskiego tak głęboko penetrowały Watykan, że komunistyczni dyplomaci i aparatczycy dokładnie wiedzieli, jaka będzie strategia negocjacyjna ich watykańskich rozmówców wobec Węgier, Czechosłowacji i Polski. Jednocześnie agenci Układu Warszawskiego w Rzymie rozpowszechniali na Soborze dezinformację na temat znienawidzony przez komunistów przywódców kościelnych, takich jak kardynałowie József Mindszenty z Węgier, Stefan Wyszyński z Polski, czy Josef Beran z Pragi.

Weigel podkreśla, że to nie Ostpolitik, lecz odważna obrona praw człowieka i wolności religijnej przez papieża Jana Pawła II sprawiły, iż katolicyzm w Europie Wschodniej i Środkowej odegrał ważną rolę w rewolucji 1989 roku. Natomiast nowa wersja Ostpolitik leży u podstaw dzisiejszego przychylnego nastawienia Watykanu wobec reżimów autorytarnych - co widać w udzielaniu Chińskiej Partii Komunistycznej głosu w sprawie mianowania biskupów, nieudolnych wysiłkach na rzecz dialogu z bandyckimi reżimami Nicolása Maduro w Wenezueli i Daniela Ortegi w Nikaragui oraz sugestii, że to Zachód ponosi winę za wojnę na Ukrainie. „Można mieć nadzieję, że obecna diamentowa rocznica skłoni do ponownego rozważenia zapisów historycznych i rachunku sumienia z teraźniejszości' – stwierdza na zakończenie swej refleksji George Weigel.

 

st (KAI) / Nowy Jork / ekai.pl


Weigel: Sobór Watykański II dotyczył uświęcenia świata

Czas powrócić do dwóch wielkich soborowych tematów: Jezus Chrystus objawia nie tylko prawdę o Bogu, ale także prawdę o nas i dlatego musimy ustanowić szlachetniejszy humanizm, humanizm chrystocentryczny oraz to, że Kościół jest sakramentem prawdziwej ludzkiej komunii - uważa wybitny amerykański teolog Georg Weigel. W rozmowie z Radiem Watykańskim jeden z czołowych publicystów katolickich w Stanach Zjednoczonych zaznaczył, że „Vaticanum II chodziło o wiele bardziej o nawrócenie i uświęcenie świata niż o przemianę Kościoła'. Dzisiaj, 11 października br. przypada 60. rocznica otwarcia Soboru Watykańskiego II.

Weigel, pytany, jakie były różne recepcje po Vaticanum II Weigel zwrócił uwagę, że Sobór Watykański II zakończył się w szczególnie trudnym okresie w kulturze zachodniej, w połowie lat sześćdziesiątych, w drodze do roku 1968 i wszystkiego, co to oznacza. „Miało to głęboki wpływ na Kościół i na recepcję Soboru. Myślę, że teraz, 60 lat po otwarciu Soboru Watykańskiego II w dniu 11 października 1962 r., nadszedł czas, aby powrócić do dwóch wielkich tematów, które przewijają się przez 16 dokumentów soborowych' - zaznaczył. Pierwszym z tematów jest to, że Jezus Chrystus objawia nie tylko prawdę o Bogu, ale także prawdę o nas. „W dzisiejszym świecie zachodnim panuje głębokie zamieszanie co do natury człowieka. Musimy ustanowić szlachetniejszy humanizm, humanizm chrystocentryczny. A drugim wielkim tematem Soboru było to, że w świecie, który tęskni za komunią, w świecie, który cierpi z powodu fragmentacji i niezgody, Kościół - jak to ujmuje „Lumen Gentium', Konstytucja dogmatyczna o Kościele - jest sakramentem prawdziwej ludzkiej komunii' – podkreślił Weigel. Przestrzegł przed zastępczymi lub fałszywymi formami komunii. „Uważam, że podkreślenie tych dwóch kwestii jest bardzo ważne. Vaticanum II chodziło o wiele bardziej o nawrócenie i uświęcenie świata niż o przemianę Kościoła. Nadszedł czas, aby uznać to po 60 latach. Dzisiejsze społeczeństwo nie przyjmuje już ani nie rozumie nauczania Kościoła na temat małżeństwa, rodziny, a nawet sakramentów' – powiedział Weigel.

Pytany, jaka powinna być odpowiedź na to, stwierdził, że „nie wiemy więcej niż Bóg'. „Jeśli Bóg powiedział, że istnieje plan i że struktura ludzkiego życia jest stworzona przez Boga, to powinniśmy uważać, aby ta stworzona przez Boga struktura lub kształt, jeśli ktoś chce, zawierała wzór prawdziwej ludzkiej miłości, która zapewnia prawdziwe ludzkie szczęście. Jest to duży problem, z którym Kościół musi się zmierzyć. Byliśmy bardzo słabi w wyjaśnianiu `tak`, które kryje się za każdym `nie`. Czujemy się w obowiązku powiedzieć kulturze postmodernistycznej, że za `nie` dla pomysłu, by dwie osoby, a może trzy lub cztery, mogły się pobrać, kryje się `tak`. Jest to `tak` dla trwałej, owocnej, małżeńskiej miłości między jednym mężczyzną i jedną kobietą, która stanowi ludzkie szczęście. Katolicka koncepcja życia moralnego jest ujęta w ramy nie tyle dziesięciu przykazań, co Błogosławieństw. Dla katolików Błogosławieństwa są `Magna Carta` życia moralnego. Dziesięć przykazań to poręczenie, które prowadzi nas do tego ludzkiego szczęścia, a ostatecznie do wiecznego zbawienia. Ale nie zaczynamy od „Nie będziesz'. Zaczynamy od „Oto, kim jesteś'. Weigel zachęca do lektury tzw. dokumentu z Aparecidy, encykliki „Redemptoris Missio' Jana Pawła II oraz adhortacji apostolskiej „Evangelii Gaudium' papieża Franciszka.

Pytany, czy nie dostrzega zbytniej gołosłowności w ewangelizacji Weigel odpowiedział: 'Pytanie dotyczy raczej tego, co stanowi skuteczną ewangelizację. I znowu, jeśli rozejrzeć się po Kościele powszechnym, to katolicyzm jako całość jest atrakcyjny, przekonujący i rozwijający się. I właśnie tak jak z „light' – lekkim „bez cukru', podobnie jak z tym nieco wulgarnym wizerunkiem amerykańskiej Coca-Coli, to chodzi o bycie katolikiem „light', co nie przyciąga ludzi. Teraz dotarłem do punktu, w którym nawet rozszerzyłem to porównanie, i mówię, że bycie katolikiem „light' prowadzi do „zera'. Dokładnie, tak jak z Coca Colą, bycie „light' równa się „zeru'. I myślę, że jest to boleśnie odczuwalne w krajach niemieckojęzycznych, w Belgii, w dużej części Holandii i w niemałej części Kościoła we Francji.

 

tom (KAI) / Watykan /ekai.pl


Dokument nt. kryteriów eklezjalności wspólnot i ruchów katolickich

Abp Stanisław Budzik na 392. Zebraniu plenarnym KEP w Zakopanem zaprezentował i przekazał biskupom przyjęty przez Komisję Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski dokument: „Kryteria eklezjalności wspólnot katolickich'. Dokument ten skierowany jest do wszystkich członków, liderów, założycieli i przełożonych wspólnot i ruchów formacyjno-ewangelizacyjnych jako narzędzie pomocne w rozeznawaniu komunii danej wspólnoty z Kościołem powszechnym oraz jej zdrowego funkcjonowania i rozwoju.

Dokument przygotowany przez Komisję Nauki Wiary KEP, kierowaną przez abp. Stanisława Budzika, wyjaśnia, że Kościół od samego początku swego istnienia starał się wskazywać na kryteria pozwalające odróżnić to, co w działaniu danych wspólnot pochodzi od Ducha Bożego, od tego, co pochodzi od ducha tego świata. I tak postępuje także i dziś. Stąd potrzeba opracowania obecnego dokumentu, uwzględniającego aktualne tendencje panujące w Kościele.

Uzasadniając potrzebę wydania dokumentu jego autorzy stwierdzają, że „dynamizm duchowego życia, tak wyraźnie widoczny w istnieniu i działaniu wspólnot bądź ruchów formacyjno-ewangelizacyjnych, nie jest jednak wolny od niebezpieczeństwa wypaczeń'. A to dlatego, że „duch tego świata już od czasów apostolskich wpływał deformująco i w konsekwencji niszcząco na dynamizm niektórych grup czy wspólnot'.

czytaj dalej...

 

mp / Zakopane / ekai.pl


USA: pożegnalny artykuł M. Albright - ''Putin popełnia historyczny błąd''

Zmarła 23 marca w wieku prawie 85 lat Madeleine Albright, amerykańska sekretarz stanu w latach 1997-2001, której m.in. Polska zawdzięcza przyjęcie do NATO w 1999, w przededniu wybuchu wojny na Ukrainie zamieściła 23 lutego swój ostatni swój artykuł – opinię w „New York Timesie'. Tekst ten, zatytułowany „Putin popełnia historyczny błąd' dziennik przytoczył jeszcze raz, równo miesiąc później, już po śmierci jego autorki, jako swego rodzaju jej prorocze przesłanie i testament polityczny, dotyczący tej wojny.

Była szefowa dyplomacji Stanów Zjednoczonych wspomniała, że po raz pierwszy spotkała W. Putina w 2000 r. Był on wówczas prawie nieznanym na świecie politykiem. Ona sama chciała z jednej strony lepiej poznać tego człowieka, o którym było wiadomo tylko tyle, że pochodzi z kręgów KGB, z drugiej zaś chodziło jej o polepszenie stosunków z Rosją, które znacznie ucierpiały z powodu I wojny w Czeczenii (1994-96).

Tak oto opisała swoje wrażenia z tamtego spotkania: „Byłam zdumiona, jak bardzo różni się on od swego poprzednika, pompatycznego Borysa Jelcyna. Podczas gdy Jelcyn przymilał się, wygrażał i pochlebiał, pan Putin mówił tak, jakby był wyzbyty z jakichkolwiek emocji. Nie korzystał z żadnych notatek, ale widać było jego determinację, aby wskrzesić rosyjską gospodarkę i zdławić ostatecznie czeczeńskich rebeliantów. W drodze do domu tak napisałam o nim w notatniku: «Mały i blady, taki zimny. Można by go prawie zaliczyć do gatunku gadów (almost reptilian)»'.

Przechodząc do sytuacji tuż przed wybuchem wojny, 22 lutego br. Albright określiła wypowiedzi Putina jako „szukanie pretekstu do inwazji... W ciągu ostatnich 20 lat, od czasu, kiedy się z nim spotkałam, wziął on kurs na odejście od wszystkich dotychczasowo postępów demokracji w swoim kraju, powracając do stalinowskich klisz. (W tym czasie) skupił on w swoich rękach cały polityczny i i gospodarczy potencjał kraju, podporządkowując sobie lub niszcząc potencjalnych oponentów i próbując odtworzyć rosyjskie panowanie w krajach byłego ZSRR. Tak jak każdy autokrata, uważa on bogactwo kraju za swoje, a każdą opozycję traktuje jako zdradę stanu. Choć wie, że Ameryka śledzi jego cynizm i chciwość, uważa, że «wszyscy kłamią, dlatego nie ma żadnej potrzeby, aby mówić, jak jest naprawdę»'.

Przewidując rychły wybuch wojny, M. Albright niejako proroczo wskazała na klęskę Rosji i że „(Putin) zamiast prowadzić swój kraj do wielkości, doprowadzi do tego, że najazd na Ukrainie okryje go hańbą. Jego kraj zostanie izolowany dyplomatycznie i sparaliżowany ekonomicznie. Stanie się także osamotniony, gdyż kraje zachodnie jeszcze bardziej zjednoczą się w oporze przeciw Rosji... Będzie to zupełnie inna sytuacja niż po aneksji Krymu w 2014 i wojna ta zakończy się dla Rosji klęską taką, jak w Afganistanie w latach 80. XX w.'.

Czytaj dalej...

 

o. jj (KAI Tokio) / Nowy Jork / ekai.pl


Historyk o genezie obecnej wojny na Ukrainie

Jarosław Hrycak, profesor historii ma Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie, znany w Polsce z licznych książek i artykułów, 21 marca na łamach „New York Timesa' wyraził swoje poglądy dotyczące genezy obecnej wojny. Według niego „zasadnicza różnica między Ukraińcami a Rosjanami leży nie w języku, religii czy zwyczajach kulturowych, które są do siebie bardzo podobne, ale w odmiennej tradycji politycznej. Jeśli trudno sobie wyobrazić zwycięską rewolucję demokratyczną w Rosji, to równie nie do pomyślenia jest utworzenie autorytarnego reżymu na Ukrainie' – napisał autor.

Jego zdaniem nieznajomość tych czynników „doprowadziła W. Putina – dobrego taktyka, ale słabego stratega – do popełnienia dalszych poważnych błędów'. Liczył on na to, że Zachód jakoś „przełknie' zajęcie Ukrainy i że jej mieszkańcy będą witać swoich „braci Rosjan kwiatami w Kijowie'. A tak się przecież nie stało, zauważył historyk, dodając do tego „zachodni i polski wątek' w dziejach i kulturze swojego kraju.

Historyczno-geograficzne refleksje profesora nt. Ukrainy mogą kojarzyć się trochę z Polską, gdy pisze on o „położeniu swojego kraju między Rosją a Niemcami, w kontekście zmagań o panowanie nad całym kontynentem'. Pisze on następnie o „powtórkach historycznych', o dwóch wojnach światowych, gdy Ukraina znalazła się w ich centrum. Już w 1904 zwrócił na to uwagę angielski geograf Halford John Mackinder w swoim artykule „The Geographical Pivot of History' (Geograficzna oś historii). Napisał on (zapewne z pewną przesadą), że „każdy, kto będzie kontrolował Europę Wschodnią, będzie kontrolował świat'.

Za sprawą nazistowskiego geopolityka Karla Haushofera idee te pojawiły się później w „Mein Kampf' Adolfa Hitlera. Z kolei Lenin i Stalin, choć nie czytali Mackindera, „postępowali tak, jakby go czytali' – stwierdził Hrycak. Dodał, że podobne współzależności zauważył też legendarny dziennikarz amerykański Edgar Snow (1905-72) pisząc, że „druga wojna światowa była wojną o Ukrainę'.

Czytaj dalej...

 

o. jj (KAI Tokio) / Lwów / ekai.pl


Zawłaszczanie Bożego Narodzenia zaczęło się w hitlerowskich Niemczech

Opiniotwórcza platforma amerykańska „Conversation' zamieściła 25 grudnia ub.r. obszerny artykuł profesora historii na uniwersytecie stanowym w Georgii – Joe Perry'ego, pt. „Jak naziści wchłonęli Boże Narodzenie' (How the Nazis co-opted Christmas). Lektura tego tekstu skłania do szerszej refleksji nad mechanizmem tworzenia „pogańskich świąt Bożego Narodzenia', co dzieje się także obecnie.

Jak wiadomo, jednym z głównych celów polityki Adolfa Hitlera w III Rzeszy było wyeliminowanie z niej Żydów. Hitlerowcom przeszkadzało więc dotychczasowe postrzeganie Bożego Narodzenia, w którym głównymi bohaterami są członkowie tego narodu. Z drugiej strony nie mogli ot tak, po prostu „znieść' tych świąt, głęboko zakorzenionych w historii i kulturze Niemiec. Początkowo więc dochodziło na tym tle do różnych paradoksów. Perry przypomniał „bożonarodzeniową mowę' Hitlera w 1921 podczas partyjnych obchodów świąt w monachijskiej piwiarni (w której dwa lata później doszło do puczu monachijskiego). Przyszły führer potępiał tam „tych tchórzliwych Żydów' i przysięgał, że nie spocznie, „dopóki nie zostaną oni (zabici) na ziemi'. Po tym przemówieniu wszyscy uczestnicy tamtego spotkania „jakby nigdy nic, zgromadzili się wokół świątecznej choinki i zaczęli śpiewać kolędy, na przemian z hymnami ludowymi' – napisał autor. Również jeszcze na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych nadal łączono tradycje bożonarodzeniowe z propagandą nacjonalistyczną i antysemityzmem. Po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerskiego w 1933 i wejściu totalitaryzmu w życie kraju i jego mieszkańców, ideolodzy narodowego socjalizmu, zwłaszcza z Ministerstwa Propagandy i Oświecenia, zaczęli pracować nad nowa wersją świąt, dramatycznie zmieniając ich sens i tworząc nowe symbole i obrzędy.

„Biorąc pod uwagę sprawowanie przez aparat państwowy pełnej kontroli nad życiem mieszkańców III Rzeszy, nie dziwi fakt, że urzędnicy hitlerowscy za pośrednictwem radia i i prasy osiągali sukcesy w propagowaniu i promowaniu swojej wersji świąt. I tak jak w wielu innych dziedzinach życia jeśli nawet niektórzy Niemcy przeciwstawiali się takiemu «brutalnemu upolitycznieniu» ich ulubionych świąt, to zadecydowana większość społeczeństwa potulnie i bezkrytycznie świętowała je w formie nazistowskiej' – stwierdził profesor. Przy zmianie określenia Bożego Narodzenia sięgnięto do takich obrzędów neopogańskich i nordyckich, jak np. rytuały „przesilenia dnia z nocą' (których data różni się od 24 grudnia tylko o kilka dni). Zapalanie świec na choince świątecznej zaczęto z kolei wiązać z pogańskimi zwyczajami „powrotu światła po najkrótszym dniu w roku'.

Ciekawym aspektem obrzędowości nazistowskiej było nowe ujęcie roli Maryi – Matki Zbawiciela. Według Perry'ego „matki (niemieckie) zaczęto w tym okresie ukazywać jako «kapłanki i protektorki domu i ziemi», których zadaniem jest «przywrócenie ducha niemieckiego w ich rodzinach»'. Zamiast stawiania żłóbka przy choince upiększano ją pogańskim dekoracjami takimi, jak „słońce boga Odyna' oraz pieczono specjalne ciastka w kształcie pętli (symbol płodności). Później stopniowo rezygnowano z zapalania świec przy drzewku, gdyż miało to tworzyć atmosferę „pogańskiej magii', z którą kojarzono opowieści o Gwieździe Betlejemskiej i narodzeniu Pana Jezusa. Powstawały też nowe kolędy, w których nie ma nic o Dzieciątku-Zbawicielu. Zdaniem amerykańskiego historyka, niektóre z tych nowych pieśni, np. „Wyniesiona noc z jasnymi gwiazdami' (Hohe Nacht der klaren Sterne) są jeszcze dziś śpiewane w domach i na różnych uroczystościach w Niemczech.

Inny ciekawy element nazistowskich Niemiec to reakcja duchownych chrześcijańskich na „usuwanie Jezusa' w nowej kulturze tych pogańskich świąt. „Widzimy opór w tym względzie ze strony duchownych protestanckich i katolickich, i to nawet do tego stopnia, że niektórzy z nich zabraniali wiernym udziału w tych «bałwochwalczych obchodach» nawet pod groźbą ekskomuniki, jak to miało miejsce w Düsseldorfie. Jednakże również tu tego rodzaju opór nie był na tyle silny, aby podważyć zamierzenia władz nazistowskich' – podkreślił Perry. Jego artykuł o pogańskiej adaptacji świąt chrześcijańskich sprzyja szerszemu zastanowieniu się nad podobnymi usiłowaniami widocznymi we współczesnym świecie. Obecnie nie dzieje się to co prawda za pomocą brutalnego narzucania nowych zasad i dogmatów, ale – jak pisze autor – „to, co wydaje się banalne, np. zwykła decyzja, czy zaśpiewać bożonarodzeniową kolędę, może oznaczać zarazem akt odwagi i «odstąpienia od» lub – przeciwnie – «popierania» ideologii antychrześcijańskich'.

 

o. jj (KAI Tokio) / Nowy Jork / ekai.pl


Abp Skworc: potrzeba wysokiego poczucia identyfikacji z regionem

O konsekwencjach III Powstania Śląskiego dla Górnego Śląska i Polski, potrzebie „wysokiego poczucia identyfikacji z regionem' i promowaniu autentycznego patriotyzmu mówił abp Wiktor Skworc w homilii podczas Mszy w Kościele św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach-Szopienicach z okazji 100. rocznicy wybuchu III Powstania Śląskiego. Modlono się za poległych powstańców i ofiary walk po obu stronach barykady; za poległych żołnierzy wojsk sojuszniczych stacjonujących tu dla utrzymania pokoju; o pokój dla mieszkańców Górnego Śląska, dla Polski i dla całej rodziny ludzkiej.

Metropolita katowicki przywołał postać Wojciecha Korfantego, który, jak zaznaczył hierarcha, na przełomie 2/3 maja 1921 roku podejmował strategiczną decyzję, aby militarnie, bo działania dyplomatyczne zwiodły, optować w imieniu Górnoślązaków za Polską. – Stał się dyktatorem powstania, a dając rozkaz do rozpoczęcie walk w nocy z 2/3 maja 1921 roku chciał również wywrzeć nacisk na aliantów, aby decyzje o podziale terytorium Górnego Śląska po plebiscycie były bardziej sprawiedliwe, a więc korzystniejsze dla strony polskiej – zaznaczył metropolita katowicki. Szacuje się, że w powstaniu wzięło udział ok. 40/60 tysięcy ochotników.– Była to robotnicza armia, przygotowana w konspiracyjnych warunkach przez Polską Organizację Wojskową (POW) Górnego Śląska – mówił abp Skworc. Jednocześnie dodał, że powstanie „było wypadkową wielu czynników, przede wszystkim jednak w warstwie fundamentalnej propolskiego dążenia Górnoślązaków, którzy chcieli przyłączenia Górnego Śląska do odrodzonej Ojczyzny'. – Ten oddolny ruch rozwijał się w oparciu o rdzenne tradycje, a głównego sojusznika znajdywał w rodzinie, która przez wieki przechowywała słowiańską kulturę, pielęgnowała język serca, którym dla większości Ślązaków był język polski, choć w gwarowej formie – podkreślił. Metropolita katowicki wskazał też na ważną rolę Kościoła w powstaniu dostrzegając w nim „przestrzeń wolności, pielęgnowania i strzeżenia własnej tożsamości oraz religijno-oświatową działalność wielu wybitnych duchownych'.

Mówił, że z perspektywy 100 lat od wybuchu III Powstania Śląskiego „uświadamiamy sobie jakie znaczenie miała przynależność Górnego Śląska do Polski w okresie międzywojennym'. – To dzięki temu politycznemu faktowi Watykan powołał diecezję katowicką, wydzielając jej terytorium z archidiecezji wrocławskiej. Apelował o odpowiedzialność i rzeczywisty, a nie „jedynie deklaratywny', patriotyzm – fundament pokoju i stabilizacji „małej i wielkiej Ojczyzny'. Prosił o nastawienie i działanie propokojowe. – Nie chodzi o wielkie, spektakularne gesty pojednania polityków, tylko aktualnie o umiejętność przebaczenia i unikania agresji w mediach, w Internecie, w publicznej debacie i na ulicy – zaznaczył abp Skworc. Potrzeba wysokiego poczucia identyfikacji z regionem', zwłaszcza teraz, gdy Górny Śląsk przechodzi proces transformacji. – Potrzeba budowania jego przyszłości ponad partyjnymi, związkowymi i wszelkimi innymi podziałami w oparciu o rodzimą tradycję, wartości równościowe oraz o mocną rodzinę, gwarantującą międzypokoleniową solidarność, co potwierdził pandemiczny czas – stwierdził duchowny.

 

ks. rs/Radio eM / Katowice / ekai.pl


USA: badacz ukazuje demoniczne oblicze marksizmu

O diabelskiej stronie marksizmu i satanistycznych fascynacjach Karola Marksa opowiada najnowsza książka Paula Gengora – katolika, profesora nauk politycznych w Grove City College w Pensylwanii. Ta licząca 461 stron praca, zatytułowana „Devil and Karl Marx' (Diabeł i Karol Marks), szczegółowo omawia życie i twórczość ojca komunizmu, przy czym niektóre jego wypowiedzi były przez lata celowo zatajane, zwłaszcza w literaturze sowieckiej, gdyż zbyt dosłownie dotyczyły one świata duchowego.

W jednym ze swych wierszy Marks napisał np. „Utraciłem niebo. Wiem to dobrze. Moja dusza, kiedyś wierna Bogu, jest wybrana dla Piekła' (The Pale Maiden, 1837). W innym pisze on też o „tańcu śmierci dzięki mieczowi sprzedanemu mi przez szatana' (The Player, 1841). Według ustaleń autora Karol Marks był złym synem, złym ojcem i złym małżonkiem. Na ironię zakrawa fakt, że głosząc „wyzwolenie uciśnionych', sam zatrudniał pomoc domową, którą źle traktował; nie tylko nie płacił jej w ogóle wynagrodzenia, ale często po prostu ją gwałcił. Jak wiadomo, marksizm i komunizm dążyły do podporządkowania sobie całego świata. Na szczególną uwagę w książce zasługuje mało znana penetracja amerykańskich środowisk kościelnych przez różne agentury z Moskwy. Amerykańskich idealistów chrześcijańskich próbowano zwabić za pomocą komunistycznych haseł o równości wszystkich ludzi i wyzwoleniu ich spod ucisku kapitalizmu oraz haseł „teologii wyzwolenia'. Zdaniem profesora dało się na to nabrać wielu duchownych, a nawet biskupów, szczególnie ze wspólnot protestanckich, a niektórzy hierarchowie popadali nawet w herezje, gdyż marksizm w ostatecznym rozrachunku prowadził do ateizmu.

Autor wiąże „rewolucję seksualną' w Ameryce lat sześćdziesiątych z zastąpieniem marksizmu tradycyjnego przez „kulturowy i seksualny'. W takiej formie jest on nadal głoszony na niektórych uniwersytetach amerykańskich, np. w Columbii czy w Berkeley, gdzie naucza się go jako „teorii krytyki' (critical theory). W naszych czasach bowiem klasyczny marksizm w ogóle już nie przemawia do robotników amerykańskich. Na przykład z badań przeprowadzonych przed poprzednimi wyborami prezydenckimi wynika, iż prawie wszyscy robotnicy USA głosowali na Donalda Trumpa, bo jego program bardziej im odpowiadał. Zapoczątkowany w Europie w pierwszej połowie XX w. „marksizm kulturowy i seksualny' znalazł podatny grunt w amerykańskich środowiskach liberalnych. Autor książki zajął się losami założycieli tzw. „Szkoły Frankurckiej' (1918-39). Szczegółowo przeanalizował życie i idee jednego z jej twórców – psychiatry i polityka Wilhelma Reicha (1897-1957) z Austrii, który w 1939 wyemigrował do USA, z jednej strony uciekając przez niemieckim antysemityzmem i holokaustem, a drugiej z powodu przekonania, że „system komunistyczny w ZSRR jest zbyt sztywny'. Celem amerykańskiej „rewolucji seksualnej' miały być „fundamentalne zmiany' (fundamental transformations) w życiu mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Ciekawe, że tego samego określenia „fundalmenatalne zmiany' użył Barack Obama, absolwent Columbii, w swym przemówieniu na rozpoczęcie urzędowania w 2009 r. Jedną z teoretyczek i działeczek tego nowego nurtu była Kate Millett (1934-2017), wykładowczyni w Berkeley (doktorat w Columbii). Napisała ona kilka książek i artykułów o potrzebie zmian kulturowych, m.in. „Theory of Sexual Politics' i „On the Loop'. Dla amerykańskich feministek stała się ona swego rodzaju „wielką kapłanką Ruchu'. Wtedy też powstał nowy „manifest' amerykańskiej i światowej „rewolucji seksualnej', który swoją formą przypominał niektóre modlitwy katolickie. Miał on za zadanie zniszczyć dotychczasową kulturę judeochrześcijańską, zwłaszcza w odniesieniu do takich podstawowych pytań jak „kim jest człowiek' i do wzorca „rodziny patriarchalnej'. Otoczona wielbicielkami „wielka kapłanka' i ikona feminizmu, która znalazła się nawet na okładce amerykańskiego tygodnika „Time', Millett w życiu codziennym miała jednak zupełnie inną twarz. W toku wielogodzinnych rozmów z autorem książki jej siostra Mallory, obecnie praktykująca katoliczka, wyraziła przekonanie, iż „Kate była opętana przez diabła'. „Czasami bałam się, czy po prostu nie wyjmie ona noża, aby mnie zabić' – zwierzyła się Malory. Wspomniała też o dramatach dawnych wielbicielek swej siostry, które na starość przeżywały duchową pustkę, „czuły dotkliwą samotność, gdy zostawały same w domu na noc, bez dzieci i wnuków, które wcześniej złożyły na ołtarzu aborcji'.

 

o. pj (KAI Tokio) / Waszyngton / ekai.pl


Papieski tweet






Jesteś naszym 737182 gościem od 01.01.2017

Zasady przetwarzania danych

Dotyczące danych z formularza wysyłanych ze strony.

Dane z powyższego formularza będą przetwarzane przez naszą firmę jedynie w celu odpowiedzi na kontakt w okresie niezbędnym na procedowanie przekazanej sprawy. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Każda osoba posiada prawo dostępu do swoich danych, ich sprostowania i usunięcia oraz prawo do wniesienia sprzeciwu wobec niewłaściwego przetwarzania. W przypadku niezgodnego z prawem przetwarzania każdy posiada prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Administratorem danych osobowych jest Parafia św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach-Szopienicach, siedziba: Katowice, Plac Powstańców Śląskich 3.